wtorek, 17 listopada 2009

Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy w Łazach - spotkanie z Ireneuszem Twardowskim, 26 października 2009 r.

***
W dniu 26 października 2009 r. w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki odbyło się spotkanie autorskie z pisarzem Ireneuszem Twardowskim.

Ireneusz Twardowski urodził się w Warszawie, gdzie mieszkał przez 26 lat. Kilkanaście lat temu wybudował dom na malowniczej Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, gdzie wraz z żoną i córką mieszka w małej miejscowości Rokitno Szlacheckie.

Z wykształcenia jest politologiem, ale nie utożsamia się z tym zawodem, nie lubi polityki. Był dziennikarzem, współpracował z dwutygodnikiem „To i owo” i nauczycielem. W jego dorobku literackim znalazły się dotychczas dwie powieści kryminalne: Archiwum Soni i kontynuacja Interwencja Soni wydane w 2008 r.

Na spotkanie przybył z żoną Ryszardą i córką Marią. Pisarz już na początku spotkania nawiązał sympatyczny kontakt z członkiniami DKK oraz czytelnikami naszej Biblioteki. Opowiadał o inspiracjach twórczych, planach na przyszłość. Zdradził nam, że w wydawnictwie czeka na wydanie książka, która tak naprawdę powinna ukazać się pomiędzy Archiwum a Interwencją Soni, gdyż wyjaśnia rolę Rubika w Interwencji Soni. Powstaje również zakończenie perypetii Adama i Rubika w powieści zatytułowanej W labiryncie.

Pierwszym recenzentem jego książek jest żona i z jej opinią bardzo się liczy. Na pytanie czy boi się opinii czytelników, powiedział że nie, gdyż pisze dla siebie, chociaż w nadziei, że komuś to się może spodobać.

Jedna z klubowiczek zapytała, jakie książki zabrałby ze sobą na bezludną wyspę, wymienił trzy: Biblię, Dostojewskiego, Bhagawadgitę-świętą księgę Hindusów.

Szybko minęło prawie dwugodzinne spotkanie, zakończyło się wpisem autora do kronik: DKK oraz Biblioteki i zapewnieniem o następnych spotkaniach.

Halina Kudela




Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy w Łazach - spotkanie DKK, 29 października 2009 r.

***

XVII Spotkanie DKK
w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Łazy

Na październikowe spotkanie wybrałyśmy do omówienia książkę współczesnego tureckiego pisarza Orhana Pamuka Nazywam się Czerwień.

Książka zapoznaje nas z trudną sztuką miniatur, które od wielu lat rozpowszechniły się na Wschodzie jako forma artystyczna. Za pomocą tych niewielkich rysunków, wymagających ogromnej precyzji wyrażano treść istotnych wydarzeń. Miniatura doskonalona poprzez środki wyrazu takie jak symbolika i mimika przedstawiała spojrzenie artysty z góry, a główni bohaterowie umiejscawiani byli jako postacie centralne. Tego typu malarstwo nie mogło sprostać sztuce Zachodu, gdzie zaczęto używać perspektywy, światłocienia, a co najważniejsze nie zapożyczano twarzy od osób trzecich (np. chińskich). Próbowano za pomocą nawiedzonych kaznodziei Proroka nie dopuścić do wpływu nowego malarstwa twierdząc, że taki obraz świata jest przynależny tylko Bogu.

Książka ma charakter poznawczy i prowokuje czytelnika do zadawania pytań. Kolejny raz przekonujemy sie o „sile” Koranu jako religii, wywierającej ogromną presję nawet na ludziach pragnących przeciwstawić się dotychczasowym schematom. Należy również zwrócić uwagę na formę graficzną wydania.

Każdy rozpoczynający się rozdział to fragment dokładnie tego samego ornamentu (symbol zdobnictwa).

Elżbieta Szafruga


wtorek, 3 listopada 2009

Miejska Biblioteka Publiczna w Rudzie Śląskiej - DKK "Dialog" 1 października 2009 r.

***

MARTA FOX

w Dyskusyjnym Klubie Książki "Dialog"
w Saloniku Artystycznym Filii nr 16

w Miejskiej Bibliotece Publicznej
w Rudzie Śląskiej


Marta Fox - polska poetka, powieściopisarka i eseistka.
Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Śląskim. Felietonistka miesięcznika "Śląsk". Debiut literacki - rok 1989 - opowiadanie Gra. Laureatka wielu głównych nagród w ogólnopolskich konkursach literackich (m.in. głównej w dziedzinie krytyki literackiej w Warszawskiej Jesieni Poezji - za esej o Annie Sexston). Otrzymała także dwukrotnie Grand Prix w Ogólnopolskim Konkursie Literatury Miłosnej. Powieść dla młodzieży Agaton-Gagaton... została wyróżniona w 1995 roku przez Polish Section International Board of Books for Young People w konkursie "Książka Roku". Marta Fox należy do wrocławskiego oddziału SPP.

Wydała ponad 30 książek (powieści, opowiadania, poezja, eseje), m. in. Kapelusz zawsze zdejmuję ostatni, Wielkie ciężarówki wyjeżdżają z morza, Magda.doc, Paulina.doc, Dotknij mnie, tak dawno nie miałem kobiety, Coraz mniej milczenia. O dramatach dzieciństwa bez tabu. Najnowsze książki Marty Fox to Paulina w orbicie kotów (2007), (2008), Kaśka PodrywaczkaKarolina XL (2009), Kobieta zaklęta w kamień (2009).

W swojej poezji autorka dzieli się z czytelnikiem stanami duszy, w erotykach oswaja serce i ciało. Tematem twórczości prozatorskiej są problemy dorastającej młodzieży. W książkach dla tak zwanych czytelników dorosłych Marta Fox podejmuje polemikę kobiecego, „być albo nie być”. Twórczość Marty Fox to dogłębna analiza ważnych tematów egzystencjalnych. Autorka odsłania niejedno tabu i otwiera to, co dotąd wydawało się niemożliwe do otwarcia. Powieściopisarka jest w pełni zaangażowana w każdy wątek, w każde zdanie, co sprawia, że jej twórczość jest niezwykle autentyczna. A taki autentyzm w beletrystyce ceni sobie większość jej odbiorców.

1 października 2009 roku. To znów był wyjątkowy wieczór w Saloniku Artystycznym Filii nr 16. Miłośnicy literatury na spotkanie autorskie z Martą Fox przyszli w strugach deszczu. Ale nie straszna nam pogoda, gdy pragniemy poznać autorkę tak ciekawych książek. Książek przeznaczonych dla każdego pokolenia.

Salonik Artystyczny przygotowany. Honorowe miejsce czeka na gościa. Ciepłym ogniem płoną już świece, na stałym miejscu usadowiła się nasza wyrzeźbiona sowa. Strzeże intelektualnego ogniska. Do spotkania pozostało 30 minut. W Saloniku gromadzi się publiczność.





Zbliża się godzina 18.00. Marta Fox wychodzi na „scenę”. Witana gromkimi brawami uśmiecha się do publiczności. I już ją poznali – lody nieśmiałości przełamane. Nasz Salonik wypełniony po brzegi. Dokładnie 64 osoby witały się oklaskami z Martą Fox. Taki był początek październikowego wieczoru. Za oknami chłód, a w Saloniku środek lata.

A ja znów miałam wielką przyjemność powitać gościa i poprowadzić spotkanie. Na wstępie podziękowałam Pani Marcie, że przyjęła zaproszenie i dziś w Dyskusyjnym Klubie Książki "Dialog" podzieli się z czytelnikami swoją twórczością. Jednak przed powitaniem tym
serdecznym, i tym oficjalnym przeczytałam wiersz poetki.


A może sen

Czułam twój oddech na szyi

jak dobrze, że to nie sen – pomyślałam

Czekaliśmy.
Pociągi przejeżdżały

Na co czekam? Zapytałam

Na nas – odpowiedziałeś spokojnie

Jak to na nas? Zdziwiłam się

Przecież my jesteśmy.
Stoimy na peronie

A jeśli nas nie ma?
Wystraszyłam się

to kim są ci, którzy czekają?

A jeśli jesteśmy – to kto wysiądzie z pociągu?


Do jego zakończenia dodałam komentarz, zwracając się zarówno do naszego gościa oraz do uczestników spotkania: Pani Marto! Dzisiaj ci, którzy czekają – to wspaniała publiczność. Szanowna Publiczności - na umowny peron Saloniku, na dzisiejsze spotkanie z pociągu wyszła: poetka, powieściopisarka i eseistka. Przed Państwem Marta Fox.



Zatem już za chwilę Wielkie ciężarówki słów wyjadą z morza tajemnic i zanim nadejdzie rozstanie pójdziemy wszyscy po nitkach babiego lata. Poznamy niebo z widokiem na niebo. A to, że do rana daleko to czeka nas coraz mniej milczenia i powie nam Pani jak to jest, że czerwień jeszcze raz daje czerwień.

I rozpoczęło się nostalgicznie i refleksyjnie. Oficjalnie również. To należy do moich zadań obowiązkowych, by nigdy nikogo nie pominąć. Każdy, kto dzisiaj przyszedł, jest bardzo ważny zarówno dla naszego gościa i dla mnie jako gospodarza tej placówki i moderatora DKK.

Zanim przeszliśmy do rozmowy, wszystkim obecnym przybliżyłam ideę powstania Dyskusyjnych Klubów Książki, a także przedstawiłam sylwetkę Marty Fox – miłośniczki słowa w każdym tego słowa znaczeniu.

Ten króciutki 10-minutowy wstęp to było przekroczenie progu, za którym licznie zgromadzeni słuchacze czekają na tę najciekawszą i właściwą część spotkania. Pora wykorzystać dany nam czas i oddać głos Pani Marcie Fox.

I potoczyła się rozmowa. Pani Marta odpowiadała na pytania zadane przez osobę prowadzącą, a później na pytania, które dobiegały ze strony publiczności. Długie rozmowy przeplatane były czytaniem poezji oraz fragmentami promowanej w tym dniu najnowszej książki pt. Kobieta zaklęta w kamień.


Bez pośpiechu, słowo po słowie poznawaliśmy Martę Fox – osobę niezwykle wrażliwą, ciekawą świata i ludzi. Osobę, do której (jak sama o sobie mówi) przyfruwają wiersze. Marta Fox opowiedziała nam, że w pewnym momencie swojego życia zapragnęła być, jak to określa, „samoswoja” i wzięła sprawy w swoje ręce. Ściślej mówiąc wzięła życie w prozatorskie pióro. I chociaż mocno stąpa po ziemi, to na moment potrafi oderwać się od tej ziemi i łapać fruwające poetyckie zdarzenia. A następne zgarnia w powieść wszystko, co dzieje się dookoła.

1 października 2009 roku byliśmy świadkami tych zdarzeń. Słuchaliśmy pięknych wierszy z erotyczną nutą, która tak wspaniale koresponduje z delikatnością kobiety. A później z tych poetyckich klimatów udało nam się przejść do prozy tej rozumianej literacko i tej rozumianej poniedziałkowo i świątecznie. Pani Marta ujęła wszystkich swoją otwartością na słuchacza i szczerością wypowiedzi.

W ten październikowy wieczór rozmawialiśmy bardzo poważnie o problemach dojrzewającej młodzieży, o pozytywnych i negatywnych emocjach, o uczuciach i szeroko rozumianych relacjach międzyludzkich. Każdy docenił, iż ważne jest „Nie – milczenie” twórcy w kwestii tematów trudnych i niewątpliwie istotnych dla każdego człowieka. Myślę, że to cecha charakteru godna do naśladowania przez każdego z nas.

Dyskutowaliśmy również o książce jeszcze cieplutkiej, takiej do zaczytania pt. Kobieta zaklęta w kamień. Dowiedzieliśmy się o przesłaniu tej książki, o genezie jej powstania. Rozważaliśmy, ile z naszego Ja można jeszcze ocalić, a ile jest już zaklęte w kamień.

Pomimo poruszanych tematów, tych zasługujących na niezwykłą powagę wypowiedzi, co rusz wplatane były jak w warkocz cenne pasemka uśmiechu i humoru. Bo jak to w życiu – łączymy chwile radości, powagi i szczerego śmiechu. Tego dnia poznaliśmy nie tylko głębię twórczej drogi Marty Fox, ale przede wszystkim poznaliśmy kobietę nietuzinkową, pisarkę, która w ręce czytelników oddaje książki niebanalne, pobudzające do myślenia. Książki, w których autorka nie moralizuje nie przemyca dydaktyzmu.

Powieści Marty Fox przepełnione są emocjami, uczuciem, różnymi stanami ducha. Autorka celnie diagnozuje opisywaną rzeczywistość i dzięki kreacji bohaterów wskazuje czytelnikowi konsekwencje przyczynowo-skutkowych zachowań. Wnioski i oceny pozostawia odbiorcy. Książki powieściopisarki cieszą się niezwykłą popularnością. A sama autorka to osoba niesłychanie ciepła, serdeczna, która od pierwszej chwili potrafiła zjednać sobie publiczność.

Spotkanie przebiegało w poetyckim nastroju i ciepłym klimacie. Toczyło się w atmosferze wzajemnej życzliwości, z dużą dozą humoru, przeplatanego wyjaśnieniami na tematy zawarte w książkach i równocześnie interesujące zgromadzonych wokół twórcy czytelników. Każda odpowiedź na zadane pytanie była obszerna, gruntowna, w pełni satysfakcjonująca fanów twórczości Marty Fox.

Jednakże zegar nieubłaganie odmierzał nam czas. Tyle jeszcze tematów do omówienia, tyle pytań niezadanych i tyleż samo nieusłyszanych odpowiedzi. Październikowy wieczór, jakże ciepły (pomimo chłodu za oknami) powoli, powoli dobiegał końca. Zanim jednak nastąpiła ta intymna chwila, to sam na sam czytelnika z twórcą, czyli dedykacje, autografy, pięć minut dla reporterów, na naszego gościa czekała niespodzianka.

Pani Marta została poproszona, aby swój pierwszy podpis złożyła na portrecie z własnym wizerunkiem, portrecie pędzla Jerzego Obrodzkiego. Taki już zwyczaj w Saloniku Artystycznym, że goście DKK podpisują portrety, które wzbogacają galerię Saloniku Artystycznego Filii nr 16.
Myślę, że niespodzianka z portretem była dla Pani Marty Fox dużym zaskoczeniem.


Tej historycznej i niezwykle uroczystej chwili asystował sprawca „portretowego pomysłu” – malarz Jerzy Obrodzki.

Po tym doniosłym i wzruszającym akcie oczywiście czas na podziękowania za wspaniały wieczór. Kwiatowo – bohaterce. Z ukłonem głębokim - publiczności. Wieczór zakończyłam słowami, którymi w 2007 roku rozpoczęłam działalność Dyskusyjnych Klubów Książki i powołałam do życia Salonik Artystyczny:

Homo creato locus – ludzie tworzą miejsca. Dzięki tym wszystkim, którzy dziś zaszczycili nas swoją obecnością to miejsce znów zostało stworzone. Mamy świadomość, iż każde spotkanie z wybitną osobowością to największe przeżycie twórcze dla każdego człowieka. Poprzez żywy kontakt z autorem słowo nabiera szczególnego znaczenia, spotkania autorskie to dla miłośników literatury prawdziwa duchowa uczta. Tę ucztę - tego wieczoru wszyscy wspólnie kreowali. A rozmowa z Martą Fox wzbogaciła nas duchowo, emocjonalnie i intelektualnie.

Kończąc spotkanie, miłośników literatury zaprosiłam na kolejne dyskusje o książce oraz na wieczór autorski z profesorem Marianem Kisielem – poetą, krytykiem literackim. Spotkanie odbędzie się 5 listopada o godz. 18.00. Rozpoczęło się poetycko, a zakończyło się literacko.

"Wróciła do domu, zrzuciła pelerynę, kapelusz wsadziła na głowę złotego popiersia manekina, stojącego na komódce i ku zdziwieniu Tomasza od razu usiadła przy biurku, nie zakładając nawet ciepłych skarpet, jakie zwykła nosić zamiast kapci. Otworzyła laptop i pomijając zwyczajowe sprawdzanie poczty otworzyła nowy dokument, wystukała tytuł, a zaraz potem pierwsze zdanie, to najważniejsze, od którego można było zacząć wielkie pisanie."
Fragment książki Marty Fox Kobieta zaklęta w kamień

Życzę państwu jak najmniej zaklęć w kamień.

Zacznijmy WIELKIE!

Kłaniam się! Do zobaczenia!

Danuta Dąbrowska-Obrodzka

I rozpoczęła się jego dalsza część spotkania.

Wpis do kroniki!

Dedykacje!





Jak zatrzymać ten czas?

Myślę, że pozostanie pod przykryciem albumów. Tam tętni swoim życiem.
A te zdjęcia, które zamieszkały już w domu pamięci, niezmiennie uczą nas przemijania.



Pozdrawiam Wszystkich,

Danka

poniedziałek, 26 października 2009

Miejska Biblioteka Publiczna w Rudzie Śląskiej - DKK "Dialog" 18 września 2009 r.

***
Dyskusyjny Klub Książki "Dialog"
Salonik Artystyczny Filii nr 16

Miejskiej Biblioteki Publicznej

w Rudzie Śląskiej



MAŁGORZATA KALICIŃSKA
MIŁOŚĆ NAD ROZLEWISKIEM





jak przed spowiednikiem
drżenie ...
a jednak
wyznajesz - siebie ...
boisz się tylko
słowa - kocham
zanim je
wypowiesz ...

Danuta D.O.

Mazury. Rozlewisko. Jesień 2009 roku.

„Tym, którzy potrafią wybaczać, i tym, którzy wybaczenia potrzebują”

Obiecałam już w lutym, kiedy to powróciłyśmy nad rozlewisko, wczytując się w drugą część mazurskich przygód, że we wrześniu weźmiemy kilka dni urlopu i po raz kolejny wybierzemy się na Mazury. I tak się stało. Już wrzesień – wsiadamy w pociąg i jedziemy. Tym razem przyjrzymy się wypadkom i wpadkom miłosnym, jakie towarzyszyły głównym postaciom powieści Małgorzaty Kalicińskiej pt. Miłość nad rozlewiskiem.

Dotarłyśmy szczęśliwie.


Halina


Jadwiga, Marta, Asia i Jola












Krystyna


Ewa


Zosia










Ja i druga Ewa








Przywitała nas piękna mazurska jesień. Zapach lasu pieścił uśpione zmysły. Kolory drzew wkomponowane w błękit nieba. Rozlewisko cicho szeptało do naszego chłonnego ucha.

I czekały na nas długie tudzież ciekawe opowieści dotyczące życia mieszkańców i gości, którzy co jakiś czas pojawiają się nad rozlewiskiem.

A my klubowiczki "Dialogu" wsłuchane jesteśmy we wszystko, co w trawie piszczy. A dzięki spotkaniom nauczyłyśmy się słuchać uważnie. Słuchać wnikliwie, by później po powrocie z Mazur zasiąść do stołu w naszym Saloniku i uciąć sobie pogawędkę na temat rozlewiskowych opowieści.

Szkoda, że na Mazury pojechały same kobiety. No cóż, trudno! Za to pojechały prawie wszystkie – te poważne i nostalgiczne, te uśmiechnięte i romantyczne. Kobiety - poszukiwaczki. Kobiety – obserwatorki. Kobiety wypatrujące tej najwspanialszej miłości – tej prawdziwej.

Nad rozlewiskiem wszystkie panie dyskretnie chodziły po śladach Małgosi, Pauli, ukradkiem czytały też pamiętnik Barbary. Strzegły losu i dobytku Mani. Śledziły kroki nieszczęśliwej Beaty i spoglądały z ukosa na Adę.

Uśmiechały się do Elwiry i doceniały pracę Ani Wrony. Wspominały Kaśkę, która ubiegłej jesieni odeszła do innego wymiaru. Ale przede wszystkim śpiewały kołysanki prześlicznej nowo narodzonej Broneczce.


I tak każda z nas pilnowała losów jednej z bohaterek powieści. A wieczorem przy słodkiej domowej nalewce na tarasie uroczego pensjonatu Gosi opowiadałyśmy, co każda z nas dostrzegała, wypatrzyła, zarejestrowała. Przy wrześniowym biesiadnym stole wyciągałyśmy wnioski i snułyśmy plany na przyszłość. Nie naszą oczywiście. My tylko układamy perspektywy kobiet rozlewiska wróżąc z fusów i kropli czerwonego wina, gdy zabrakło nam domowej nalewki.

Oczywiście o mężczyznach również była mowa, a jakże by inaczej. To właśnie oni są częścią kobiecego życia. To ich zachowanie budzi w nas namiętności wszelkie, to przez nich wylewamy morza łez. A jeżeli udajemy siłaczki, to potrafimy obrócić się na pięcie i odejść trzaskając ostro drzwiami, albo w najlepszym razie dać po gębie tym panom naszego serca.

Dlatego też wraz z Małgorzatą nie szczędziłyśmy policzków Januszowi. Natomiast zmartwione chorobą Tomasza, pocieszałyśmy Basię.

Łagodne uśmiechy wysyłane były w stronę Oresta. Bacznie obserwowane były też życiowe zwroty Sławka. A łezka smutku pociekła nam z oczu po śmierci Wacka.


I tak strona po stronie, zdanie po zdaniu - kręciła się ziemia. Zapewne kobiety znad rozlewiska, opisane przez Małgorzatę Kalicińską, to przede wszystkim takie bohaterki, z którymi niejednokrotnie identyfikują się czytelniczki. Toteż z tak ogromnym zaangażowaniem każda z nas wpatrywała się w ich losy i przeżywała głęboko opisane przez autorkę historie. A w swoim lustrzanym odbiciu niejedna z nas doszukiwała się zarówno różnic, jak i podobieństwa.

Miłość na rozlewiskiem - książka z życia wzięta i podarowana innym. To na tych kartach można było przeżyć wzniosłość uczuć, dramat zdrady, nieplanowane macierzyństwo. To tu spotykamy emocje, z którymi mamy do czynienia na co dzień w naszym realnym i bezliterackim życiu. Małgorzata Kalicińska nie zostawia czytelnika z nierozwiązanymi problemami. Prowadzi go za rękę i pokazuje różnorodne sposoby i możliwości wyjścia z wielorakich trudnych sytuacji. Mazurska trylogia to książka, gdzie podczas czytania aż chce się zorganizować jakiś wielki rodzinny zjazd. Obserwujemy te relacje rodzinne i mamy nieodpartą ochotę tak otwarcie rozmawiać z naszymi bliskimi.

Dyskusja w Saloniku ożywiona i barwna.


Przeanalizowane zostały wszystkie proste i wszystkie zakręty życiowe żon, pań domu, złośnic, rozwódek, paniuś, matek. Towarzyszyły nam wzruszenia, zdenerwowanie i wszelkie inne uczucia. Jednakże podczas salonikowych rozmów padło wiele uwag po adresem autorki. Pomimo pozytywnego przyjęcia mazurskiej trylogii nie pozostałyśmy tylko i wyłącznie w kręgu zachwytu nad powieścią.

Być może różne dygresje sprowokowane za sprawą książki odbijały się echem wielogłosu nieco krytycznego. Na przykład jedna z rozmówczyń zauważyła, że autorka jakby prześlizguje się przez ważkie i trudne życiowe problemy. Nie wgłębia się w psychologiczną postać człowieka. Owszem, poznajemy zewnętrzne zachowania, natomiast niewiele jest mowy o głęboko osadzonych emocjach. Zabrakło wewnętrznej psychoanalizy. Inna kobieta zwróciła uwagę na to, iż autorka przyzwala swoim bohaterom, by ich zachwiane morale nie podlegało ostrej ocenie otoczenia. Nie stawia swoich bohaterów do pionu, nie moralizuje i nie dramatyzuje. Daje przyzwolenie na szeroko rozumianą miłość i wolność jej wyboru.

Ale była również opozycja do tychże ocen. Część "Dialogu" upierała się, że być może autorka chciała przełamać panujące schematy i stereotypy ludzkich zachowań. Pokazała dążenie do dojrzałej miłości. Pokazała trudną drogę, jaką do pokonania miały bohaterki książki. Być może Małgorzata Kalicińska chciała uświadomić czytelnikom, że pomimo tego, jaki jest dzisiejszy świat, mamy prawo do miłości, do szczęścia, do realizacji siebie. Mamy prawo do związków, których nie akceptuje zdecydowana większość. Czy chciała przełamać pruderię i panującą dulszczyznę. Być może tak! Powiedziała nam jeszcze, że mamy prawo układać swoje życie w wiersz.

* * *

przeznaczeni
układamy ciała
w wiersze
topnieje cisza
w cząstki dzielisz czas
by móc nad linią wieczoru
wznieść horyzont
nie zasypiasz
rozpinasz mi sukienkę
na której roztańczone kwiaty
osłaniają kolana


nie zasypiam

Danuta D.O.


Ale czego oczekuje pojedynczy czytelnik?

Pytanie bez odpowiedzi.

Opisałam tylko naszą dyskusję w naszym przytulnym miejscu, gdzie popijając kawę i zajadając pyszne ciasto, wyciągamy wnioski, snujemy dywagacje, oceniamy postępowanie bohaterów. Długie są rozmowy o książce. Wniosek - Jak to dobrze, że założyłam Dyskusyjny Klub Książki. Tworzy się między nami taki zwyczajny, taki emocjonujący i taki intelektualny DIALOG. Mamy swoje trzecie piątki, na które wszyscy czekamy.

Zapraszam Was do następnej rozmowy.

Ale przed spotkaniem dyskusyjnym - niespodzianka

1 października 2009 roku o godz. 18.00

MARTA FOX

w Saloniku Artystycznym Filii nr 16 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Rudzie Śląskiej. Niebawem opowiem wam o tym spotkaniu.

Pozdrawiam, Danuta Dąbrowska-Obrodzka

czwartek, 15 października 2009

Miejska Biblioteka Publiczna w Katowicach - DKK w Filii nr 23, 1 października 2009 r.

***
Miejska Biblioteka Publiczna w Katowicach

Dyskusyjny Klub Książki w Filii nr 23

1 października 2009 r.

1 października 2009 roku Filia 23 gościła 6 uczestników Dyskusyjnego Klubu Książki na 2-godzinnym spotkaniu poświęconym Białej Masajce autorstwa Corinne Hofmann.

Autobiograficzna opowieść - reportaż przeniosła nas do kenijskiego buszu, gdzie autorka spędziła cztery lata jako żona Masaja – czarnoskórego wojownika. Zapiski z życia tej niezwykłej pary przybliżają nam patriarchalne społeczeństwo Masajów, ich niezrozumiałe dla Europejczyków zwyczaje, wierzenia, obowiązki i zakazy.

Już od początku podejrzewamy, że ta para nie ma szans. Że filigranowa obywatelka poukładanej i nudnej Szwajcarii nie przeżyje w buszu bez dostępu do czystej wody, „normalnego” jedzenia, leków, bez możliwości głębszego porozumienia się z sąsiadami, w ubogiej chatce otynkowanej krowim łajnem, w towarzystwie malarycznych komarów. Ale z każdą kolejną przeczytaną stroną przekonujemy się, jak wiele można znieść dla miłości i w jak nieludzką siłę może nas ona wyposażyć.

W imię miłości Corinne porzuca rodzinę, a wygodne europejskie życie zamienia na codzienną walkę o przetrwanie, po raz pierwszy w życiu poznaje uczucie głodu, choruje na malarię, staje oko w oko z dziką przyrodą i walczy na każdym kroku z niedorzeczną biurokracją. Jak sama pisze „doświadczyła nieba i piekła, dotarła do granic wytrzymałości fizycznej i duchowej”. Jednak jej związek z Lketingą nie jest oparty na jednostronnym poświęceniu. Dumny wojownik również zmienia się pod wpływem miłości do mzungu. Jego ustępstwa mogą wydać się małe, nie wolno jednak zapominać, że w społeczeństwie Masajów nie można sobie pozwolić na ekscentryzm i indywidualizm. Niepodporządkowanie się obowiązującym normom oznacza wykluczenie, a wykluczenie może oznaczać śmierć.

Związek Corinne i Lketingi nie przetrwał. Nie z powodu różnic kulturowych czy cywilizacyjnych. Ich małżeństwo rozpadło się – jak zauważyli uczestnicy spotkania – z bardzo „europejskiego” powodu - z powodu zazdrości. Chorobliwa mężowska zazdrość doprowadza do tego, że biała Masajka wraz z córką opuszcza Kenię i wraca do Szwajcarii, a swoje losy opisuje w kolejnych książkach: Żegnaj Afryko oraz Moja afrykańska miłość.

Agnieszka Hańczyc – moderatorka DKK w Filii 23 MBP w Katowicach

Miejska Biblioteka Publiczna w Katowicach - DKK w Filii nr 23, 10 września 2009 r.

***
Miejska Biblioteka Publiczna w Katowicach

Dyskusyjny Klub Książki w Filii nr 23

10 września 2009 r.


10 września 2009 roku stali bywalcy spotkań w Filii nr 23 w ramach DKK rozmawiali o książce Carlosa Luiza Zafona Cień wiatru.

Większość czytelników była zachwycona rozmachem epickim powieści, która porywa, pochłania, wciąga w świat mrocznych, wilgotnych, mglistych uliczek Barcelony. Powieść była w swej tajemnicy magiczna - w odczuciu klubowiczów. Miasto Zafona było niebezpieczne, a zatem - jak u Thomasa More’a w Utopii - winno być hermetyczne, ulice powinny tak być zaprojektowane, że chronią jego mieszkańców przed wiatrem. Barcelona jest gęsta od mgieł, labiryntów, wielkich nadziei zaklętych w architekturze. Ulice nie chronią przed wiatrem, ale zachęcają do spacerowania tych, którzy są estetami, wrażliwi na piękno. Osrebrzone miasto, jego bursztynowy blask opromienił wyobraźnię klubowiczów:

Latarnie na Ramblas oświetlały jedynie opary w prowadzącej ku morzu alei, aczkolwiek ich rozrzedzone światła zaczynały już migotać, zwiastując rychłe przebudzenie się Barcelony i zrzucenie przez miasto ulotnego przebrania mglistej akwareli. Dotarłszy do ulicy Arco del Teatro, zapuściliśmy się w uliczki dzielnicy Raval, przechodząc pod arkadą rysującą się niczym sklepienie wzniesione z niebieskiej mgły.

Spotkanie w ramach DKK uczyniło z obowiązku przyjemność czytania książki, która stała się przyczyną wzruszeń literackich („wszystkich nas odkupi miłość”), rozmów o podróżach, a także okazją do wymiany doświadczeń życiowych czy refleksji nad tezami o teologii.

Nieodosobniona pozostała opinia: „książka spłynęła po mnie”, bo mimo zalet literackiego rozmachu i umiejętności porywania czytelnika, których nikt autorowi nie odmawia, pozostaje wrażenie niepamięci co do ważkich sytuacji literackich.

Zapanowała zgoda co do stwierdzenia, że humor („Jesteś blada jak pośladek zakonnicy”), ciekawe postacie nie przysłoniły odmalowanego tła historycznego, tła zapełnionego przez postacie pogodzone ze swoim nieszczęściem. I choć można powiedzieć, że jest to swego rodzaju harlequin dla oczekujących ambitnych lektur (jest i happy end) - to i tak ma się poczucie spełnienia lekturowego, wiedząc, że pisarz odrodził się w fantasmagorycznym mieście Gaudiego, mieście wielkich dramatów i namiętności.

Klubowicze ze smakiem literackim na Białą Masajkę - zupełnie inną od tej wspominanej tutaj - oczekują na kolejne spotkanie, które będzie miało miejsce już 1 października br. Zapraszamy do udziału.

Magdalena Gruda

niedziela, 4 października 2009

Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy w Łazach - spotkanie DKK, 24 września 2009 r.

***
XVI Spotkanie DKK
w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Łazy


Po wakacyjnej przerwie spotkałyśmy się 24 września.
Dyskutowałyśmy o książce izraelskiej pisarki Zeruyi Shalev Po rozstaniu. Powieść ta opisuje rozpad małżeństwa archeologów Eli i Amnona Millerów. Tych dwoje ludzi niegdyś zauroczonych sobą, o wspólnych zainteresowaniach, z czasem popada w kłótnie i wzajemne oskarżenia. Ich zachowanie przypomina wybuch wulkanu na Santorini (obecnie Terra), gdzie przed milionem lat doszło do erupcji, która pogrzebała tysiące istnień (zagłada cywilizacji Minojskiej), wywołała ogromne fale zalewające lądy, a pył wulkaniczny przesłonił ludziom słońce niosąc klęski żywiołowe.

Świadoma tej zagłady Ela skazuje swojego sześcioletniego syna na nowe życie na gruzach nieistniejącego już związku. Amnon wyprowadza się, ale jego żona nie czuje się lepiej, samotna i przytłoczona nowymi wyzwaniami załamuje się psychicznie. W tym czasie nieudana próba spojenia na nowo małżeństwa, popycha samotną matkę w objęcia człowieka, którego tak naprawdę nie zna.


Pan psycholog Oded, będący w podobnej sytuacji życiowej, roztacza wizje nowego domu, jaki stworzą dla siebie i trójki dzieci. Nowe życie to nieustanna walka o priorytety kosztem partnerki i jej syna. Ela sama czuje się oszukana i zepchnięta do roli kuchty i opiekunki, gdzie nie ma miejsca na miłość fizyczną.


Niespodziewana wizyta u przyjaciół otwiera oczy naszej zakochanej bohaterce, zapowiadając rychłe rozstanie. Jednak do tego nie dochodzi, ponieważ Oded popada w głęboką depresję. Tym razem Ela staje na wysokości zadania, wyciąga go z choroby i na nowo tworzy atmosferę szczęśliwego gniazdka. Podbudowana nowym celem definitywnie zrywa ze swoim dawnym życiem występując o rozwód.

Zachęcam do przeczytania książki ku przestrodze i nauce dla tych, którzy chcą zaoszczędzić swoim dzieciom podobnych przeżyć, a sobie rozczarowań. Sądzę, że małżeństwo to swego rodzaju loteria, wygrywa ten kto nie stara się na siłę zmienić partnera, szanuje jego osobowość i podąża drogą kompromisów.

Pozostaje również szereg pytań: czy tylko Ela ponosi winę za rozpad małżeństwa? Czy miłość z litości będzie trwała długo? ...

Elżbieta Szafruga


I jeszcze opinia innej klubowiczki, p. Marii Płatek:

"Książka niewątpliwie ciekawa. Dużo w niej szczegółowej analizy psychologicznej. Można poznać życie i zwyczaje w innej kulturze, chociaż bardzo zbliżonej do naszej. Jednak czytałam ją z obowiązku. Bardzo męczyły mnie dialogi schowane w tekście. Nie wiedziałam czy to słowa wypowiedziane, czy tylko pomyślane. Męczyły mnie też zbyt drobiazgowe rozmyślania nad każdą sytuacją."

Halina Kudela - moderator DKK w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Łazy