wtorek, 12 sierpnia 2008

Miejska Biblioteka Publiczna w Rudzie Śląskiej - DKK KL "Barwy" 4 lipca 2008 r.

***
Dyskusyjny Klub Książki –Klub Literacki „Barwy”




Salonik Artystyczny
Filii nr 16
Miejskiej Biblioteki Publicznej
w Rudzie Śląskiej

4 lipca 2008 r.




W programie:
1. godz. 18.00 Dyskusja o wierszach Urszuli Kozioł na podstawie tomiku pt. Przelotem
2. godz. 19.30. Turniej Jednego Wiersza
3. Warsztaty Literackie

To już lipcowe wakacyjne popołudnie. Salonik Artystyczny nie tętni taką wielobarwnością metaforyczną, jak to zwykle bywa w pierwszy piątek miesiąca. Cóż, wakacje. O tej porze poeci wybrali się na łono natury, by zaczerpnąć twórczej weny i boskiego natchnienia. Oczywiście nie wszyscy wyjechali w tym samym czasie.
Kilka osób zajrzało do Saloniku, by podzielić się swoimi wierszowymi przemyśleniami. Jednakże te przemyślenia tylko niektórzy przelali stróżką atramentu na płaszczyznę bieli - ku uciesze potomnym.


Spotkanie rozpoczęło się od dywagacji na temat tomiku poezji Urszuli Kozioł pt. Przelotem. O twórczości tej wspaniałej poetki rozmawiano już w Dyskusyjnych Klubach Książki w Rudzie Śląskiej. O napisanie recenzji pokusił się Grzegorz Derner. Jako moderator DKK jestem ogromnie wdzięczna, że Grzesiu po raz drugi podjął trud zmierzenia się z tak odpowiedzialnym zadaniem.

Przelotem, Urszula Kozioł, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007

Jak powinno się czytać tomik poezji? Od czego zacząć? Kiedy skończyć? Ilekroć biorę książkę do ręki, mam dylemat: przejrzeć od deski do deski, otworzyć na chybił-trafił, zacząć od końca, od spisu treści? A może przeczytać to, co usłużni redaktorzy zamieścili na okładce? Czytam więc: "Najnowszy liryczny "żalnik" Urszuli Kozioł to pożegnania ze światem, powroty pamięcią do spraw odległych, nawiązania do mistrzów, oswajanie śmierci". W tej właśnie chwili punkt widzenia został mi narzucony, jeszcze nie „dotknąłem” wierszy, a już wiem „o czym to będzie”... Trochę szkoda...

Ale podczas czytania zapomina człowiek recenzje, wchodzi do świata słów i obrazów, zapewne ulubionych przez poetkę, bo w wielu wierszach podobnych, powtarzanych:

„Ptasi zgiełk / tumult kosmicznych przestworzy” /„Słońce już wsiada do łodzi / żeby opłynąć niewidzialną stronę świata” / „Świat w oddaleniu niebieścieje / jak na obrazach starych mistrzów” / „Umarze zagaduje nas / natarczywie dopytuje wciąż i wciąż / od nowa”
„torfową koło stawu groblą / tak by się boso szło / i szło”

Dużo w tym światła, morza, otwartych „kosmicznych” przestrzeni. Ale nie sposób pozbyć się wrażenia smutku, niepokoju, cienia kładącego się prawie niedostrzegalnie na obrazach tych wierszy. Niedostrzegalnie, bo jest to cień będący nieodłączną częścią naszego świata i pochodzący wprost z niego i z nas samych. Niepokojący zwiastun tego co nieuniknione:

„nie ma dokąd zbiec / przed pościgiem Saturna” / „dziewczynka którą byłam / już umarła”
„talerz wypada mi z rąk / sklejam skorupy / wiersz wypada mi z rąk / czy pochwycić go w locie? / Życie wypada mi z rąk / odwracam się do ściany” / Trzeba się z tym pogodzić, oswoić „odchodzenie”, zgodzić się na przemijanie: / „o nimfy, gnomy / meluzyny snu / miękko mnie i czule / prowadźcie do cienia”

To, oczywiście, wcale nie takie łatwe, ale wykonalne i łatwiejsze, gdy jest ktoś z nami, druga osoba... „a przecież mogłam w strasznej chwili przynajmniej trzymać go za rękę” konstatuje podmiot liryczny wiersza „temu kto postanowił odejść sam”.

„Czym się stanę gdzie będę / gdy pod ziemią zasiądę / Będę dymem i cieniem / będę trawy korzeniem / i imieniem bez brzmienia / i wargami korzenia" - czytamy w wierszu tytułowym. „Narratorka ma poczucie własnego zanikania, duchowego i fizycznego odklejania się od wszystkiego, co dotąd było naturalne, oczywiste, bliskie i zrozumiałe” - pisał o tych wierszach Tadeusz Nyczek. To prawda, ale jest jeszcze coś więcej: narratorka usiłuje mimo wszystko pozostać pośród tego świata, jeśli nie w postaci fizycznej, to przynajmniej w postaci słowa:
„dobrze jest mieć przy sobie / wierny alfabet”
„to słowo chce sobie zaskarbić / twoją pamięć”

Dużo tu strof o pisaniu, dużo wierszy o wierszach, o twórczości jako leku na przemijanie. Mimowolnie gdzieś w głowie zjawia mi się Szymborska z jej Radością pisania i po wielokroć już cytowanymi wersami:

„Jest więc taki świat, / nad którym los sprawuję niezależny? / Czas który wiążę łańcuchami znaków? / Istnienie na mój rozkaz nieustanne?”

„Zemsta ręki śmiertelnej”, która tworzy świat „zamknięty w linijki i strofy, podległy władzy mojej wyobraźni. Świat, w którym upływ czasu da się magicznie wstrzymać...”- jak pisał Barańczak. Wisława (podmiot liryczny jej wiersza) była tym faktem zdziwiona, Urszula o tym wie, ale lęka się czy to naprawdę jeszcze będzie ona (czy może tylko podmiot liryczny jej wierszy)?

„Myśli myślą się same / to rozbiegają się w różne strony / to zamyślając się nad sobą /
(...) nie nadążam za pierzchającą myślą / za pierzchającym niebem / za prędzej pierzchającym
- niż właśnie zobaczona sarna „życiem”

Czy zdążę wyrazić siebie? Czy potrafię to zrobić? „Wiersze, chcąc nie chcąc, są dowodami na istnienie chwili" - powiedziała Urszula Kozioł w rozmowie opublikowanej przed kilku laty na łamach Nowych Książek. „Są próbą pochwycenia nieuchwytnego, tego, co uchyla się, przeistacza. Czego nie sposób znaleźć w podręcznikach historii (...), próbą przychwycenia czasu na dzianiu się... te próby rzadko, ale przecież niekiedy się udają”. Pozostaje kwestia, czy w ogóle warto to robić? I czy za wszelką cenę?

„niektórzy poeci nie potrafią dobrnąć / do puenty własnego wiersza / (...) no skończ już waść / skończ mówię / jęczy czytelnik przetrzymywany za guzik / przez autora / któremu zdaje się iż odkrył że wiersz / może być rozciągliwy jak guma do majtek”

Dużo tu subtelnego poczucia humoru, żartu łagodnego, czy nawet, jak u Szymborskiej, ironii i sarkazmu:
„słowa odmawiają posłuszeństwa / nie przybiegają / nie ustawiają się w rzędach / frazy /
(...) teraz chwytam je za grzywę / trzymam mocno / teraz wlokę je / - oporne i złe - na miejsce
teraz ustawiam je w czwórki / w ósemki / w pary / i ćwiczę je ćwiczę ćwiczę / dopóki nie dam sygnału / że mogą się rozejść”.

Nieważne, w jaki sposób zaczniesz czytać książkę. Jeśli to dobra książka to i tak w końcu przeczytasz ją od początku do końca i będziesz doń wracał „na chybił-trafił” i „według tytułów”! Dla mnie tomik Przelotem Urszuli Kozioł jest książką ciepłą i mądrą, taką, której nie da się czytać „przelotem”... Autorka została uhonorowana nagrodą miesięcznika Nowe Książki za rok 2007 właśnie za ten tom, więc nie jest to tylko moja opinia. Tak oto potwierdza się i spełnia marzenie poetki:
„...tak bym chciała / zamieszkać gdzieś na zawsze / choćby w słowach wiersza”.
Grzegorz Derner

Wszystkim miłośnikom poezji współczesnej „barwowicze” polecają tomik wierszy pt.Przelotem. Mam nadzieję, że napisana przez naszego kolegę recenzja zachęciła czytelników do kontemplacji twórczości Urszuli Kozioł.

Po dyskusji rozpoczął się Turniej Jednego Wiersza, w którym udział wzięli: Mirosława Pajewska, Beata Bigos i Józef Lipski.
Po publicznym odczytaniu tekstów, po głosowaniu, a następnie przeliczeniu punktów, co tym razem nie było szczególnie trudne, wierszem miesiąca został utwór Beaty B. oraz Józka L. Dogrywki nie było, ponieważ w tej konkretnej sytuacji ze względu na niewielką liczbę osób biorących udział w głosowaniu, niemożliwe byłoby inne rozstrzygnięcie konkursu.

Szczęśliwi i uśmiechnięci laureaci odebrali nagrody oraz dyplomy. Oczywiście w programie nie zabrakło mocnego uścisku prawicy prezesa, pięciu minut dla fotoreporterów i gromkich braw. Uroczysta chwila sprawiła wiele radości zarówno Beacie, która po długiej nieobecności odwiedziła „Barwy” i Józkowi, który po raz pierwszy odebrał laur zwycięstwa.


Z chwilą gdy uroczystości dobiegły końca, rozpoczęło się poetyckie, a jednocześnie robocze zmaganie z materią wiersza, to znaczy nadszedł czas na Warsztaty Literackie.
Zaledwie trzy wiersze do wspólnego przeanalizowania, a emocje niezmienne. Każdy chce, by go chwalić za „poetyckie pióro”. Cóż. Chcieć wolno….

Ale i tak dyskusja potoczyła się w miarę spokojnie, bez nadmiernych słów, gestów. Nie obyło się, rzecz jasna, bez krytycznego spojrzenia i doszukiwania się – tak dla zasady – czasem nawet nie wiadomo czego. Na tym to polega – mówią „barwowicze”. Ale przecież odbiór wiersza zazwyczaj jest subiektywny i przypominam, że nikt z nas nie jest krytykiem literackim. To rywalizacja i oczywiście wrażliwość nakazuje nam odbierać wiersz przeciwnika wszystkimi zmysłami. I tak już od 24 lat spieramy się i przekonujemy o swoich racjach.

Polemika powoli dobiegła końca.
A za oknem lipiec - cudownie ciepły i jasny wieczór. Jednak zegar jak zwykle wybija swoje. Nie pyta o nic, niczego nie wydłuża. Minuta zawsze taka sama, a godzina idealnie zgodna z minutami.

Rozstajemy się na wakacyjny sierpień. Będziemy szukać źdźbła myśli, metafory po błękicie nieba. Będziemy pisać idealnie i prosto. Później po kolejnym przeczytaniu i tzw. pracy nad tekstem, poskreślamy często to, co najlepsze i posłużymy się symbolem, skrótem myślowym, zrozumiałym – oby nie tylko dla nas. I przybiegniemy na kolejne spotkanie z kartkami zapisanymi drobnym maczkiem z wyrzeźbionym do granic wytrzymałości materiału nowym wierszem.

Zatem - wszystkim poetom życzę „płodnego sierpnia”. A wrzesień już czeka szelestem koloru, czeka na barwne uśmiechy, pieszczotliwe powitania i na nasze słowa poukładane na przekór przemijaniu.

Wszystkich miłośników poezji - Zapraszam do Saloniku Artystycznego Filii nr 16 MBP w Rudzie Śląskiej. Spotkanie DKK – KL „Barwy” odbędzie się 5 września 2008 r. o godz. 17.30.

(nadesłała: Danuta Dąbrowska-Obrodzka - moderator DKK w Rudzie Śląskiej)

piątek, 1 sierpnia 2008

Miejska Biblioteka Publiczna w Rudzie Śląskiej - DKK "Dialog" 20 czerwca 2008 r.

***
W czerwcowe pogodne popołudnie "w pogoni za Vermeerem" uczestniczyli miłośnicy literatury współczesnej. Książka Blue Ballett pod wyżej wymienionym tytułem wzbudziła wiele kontrowersji wśród członków DKK "Dialog". Dzięki temu rozwinięto bardzo ciekawą dyskusję, i to nie tylko na temat przeczytanej powieści. Wszelkie dygresje pozwoliły na interesującą rozmowę o sztuce, a czekoladowe cukierki i truskawkowe ciasto stały się oryginalnym dodatkiem do rozmowy.



Na początku dyskusji niemal wszyscy byli przekonani, że książka Blue Ballett przede wszystkim powinna trafić w ręce młodego czytelnika, co nie oznacza, że przeczytanie jej uważamy za czas stracony. Z całą pewnością nie, ponieważ książkę czyta z ogromną przyjemnością i z przymrużeniem dorosłego oka.

Główni bohaterowie W pogoni za Vermeerem to dwoje uczniów niezwykłego gimnazjum założonego przez ekscentrycznego profesora. Wartka akcja i kryminalna zagadka zachęca czytelnika do uczestnictwa w jej rozwiązaniu. Specyficzny klimat, galeria nietuzinkowych postaci wzbudza ciekawość.



Zaszyfrowane listy i czekające na ujawnienie mroczne tajemnice pozwalają dwunastolatkom krok po kroku podążać tropem zagadki, wobec której bezradne okazało się nawet FBI. Dodatkiem do tekstu są wspaniałe ilustracje znakomitego Bretta Helquista.

Jednakże najważniejszą postacią w książce jest siedemnastowieczny malarz flamandzki - Jan Vermeer. To jego twórczością autorka postanowiła zainteresować nastolatków,
a zainteresowała wszystkich dorosłych czytelników swojej książki. W ten sposób dyskusja została rozszerzona na temat malarstwa i sztuki w ogólności. Rozważano także, w jaki sposób zachęcić młodego człowieka do odwiedzania galerii, muzeów oraz jak uczyć młode pokolenie miłości do piękna i poczucia estetyki. Podkreślono, oczywiście, ważną rolę rodziny i szkoły w uczeniu obcowania z kulturą wysoką, która we współczesnym świecie została zepchnięta na margines przez komercję i pozostawiona na wyłączność publiczności elitarnej.

I tak na wielu płaszczyznach toczyła się dyskusja w Saloniku Artystycznym Filii nr 16. Być może sama książka nie okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie trafiła też w nasze gusta i preferencje czytelnicze, ale mimo wszystko warto było poświęcić swój czas na jej przeczytanie. Skłoniła nas przecież do rozmowy o wychowaniu, do rozmowy o kulturze i sztuce. Zajrzeliśmy do albumów malarstwa, by lepiej poznać twórczość Jana Vermeera. Okazało się również, że przy tej okazji nasi rozmówcy mogli opowiedzieć o swoich przygodach związanych z bezpośrednim zetknięciem się z dziełami sztuki w wielu galeriach zarówno w Polsce, jak i na świecie. Kończąc spotkanie, członkowie DKK "Dialog" jednomyślnie orzekli, że warto czytać – warto rozmawiać.



A kolejną dyskusję poświęcimy książce W. Myśliwskiego pt. Traktat o łuskaniu fasoli. Wszystkich miłośników słowa serdecznie zapraszamy do Filii nr 16 MBP w Rudzie Śląskiej.

(nadesłała: Danuta Dąbrowska-Obrodzka - moderator DKK w Rudzie Śląskiej)

Miejska Biblioteka Publiczna w Bytomiu - DKK "Co i jak" 16 czerwca 2008 r.

***
W dniu 16 czerwca 2008 roku odbyło się ostatnie w tym roku szkolnym spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki "Co i jak" . Klub liczy aktualnie 20 członków aktywnie pracujących - każdy klubowicz przeczytał 10 książek, które nie są lekturami szkolnymi, dyskutował na ich temat i pisał o nich recenzje.


Tematem dyskusji na ostatnim spotkaniu była książka 13 małych błękitnych kopert Maureen Johnson.
Spotkanie tradycyjnie rozpoczęto wręczeniem dyplomu i nagrody książkowej za najciekawszą recenzję książki 13 skrytka Kaliny Jerzykowskiej i Wojciecha Karwackiego. Tym razem otrzymał ją Piotr Synecki.

Niespodzianką dla klubowiczów była przeznaczona specjalnie dla nich dedykacja autorki Kaliny Jerzykowskiej oraz informacja o klubie wraz z recenzjami na stronie internetowej Wydawnictwa Literatura w Łodzi.


Książka Pani Johnson bardzo się klubowiczom podobała, łatwo utożsamili się z główną bohaterką, ponieważ każdy z nic marzy o podróżach, najlepiej samodzielnych, bo są bardziej odkrywcze i wymagają odwagi, zaradności, pomysłowości. Zgodnie jednak stwierdzili, że dopóki nie staną się pełnoletni, żaden z rodziców nie wyrazi zgody na ich samodzielne podróżowanie.
W książce podobała się też jej tajemniczość i nieprzewidywalność. Sporo się też dowiedzieli o sztuce i zwyczajach krajów, które odwiedziła bohaterka oraz radzeniu sobie w zaskakujących sytuacjach.
Główna bohaterka, Ginger, dzięki podstępowi ukochanej ciotki, która skłoniła ją do robienia rzeczy, na które sama nigdy by się nie zdobyła, przekonała się, że stać ja na wiele więcej niż myślała.


Wszystkim członkom klubu na apelu szkolnym w obecności uczniów i nauczycieli wręczono dyplomy i nagrody książkowe za bardzo aktywny udział w spotkaniach klubowych.

(źródło: serwis MBP w Bytomiu - strona DKK)

wtorek, 29 lipca 2008

Miejska Biblioteka Publiczna w Rudzie Śląskiej - DKK KL "Barwy" 6 czerwca 2008 r.

***

Dyskusyjny Klub Książki –Klub Literacki „BARWY”

Salonik Artystyczny Filii NR 16, MBP W Rudzie Śląskiej
6 czerwca 2008 r.
W programie:

1. godz. 17.30 Spotkanie autorskie z Jackiem Dudkiem
2. godz. 18.00 Dyskusja o poezji Stanisława Barańczaka –
3. godz. 19.00 Turniej Jednego Wiersza
4. Warsztaty Literackie

Jacek Dudek – barwny "barwowicz", który do „Barw”, zagląda z Chorzowa.



Poeta WIELKI - prawie dwa metry wzrostu. Gładkie wysokie czoło dodaje oczom nostalgii. Jacek Dudek – laureat Turniejów Jednego Wiersza. W swojej twórczości preferuje odkrywanie świata w sposób niezwykle symboliczny i filozoficzny. W wierszach poety pojawiają się liczne pytania odnoszące się do tożsamości i samotności człowieka w otaczającym go świecie.
Ciekawa metafora, jaką posługuje się twórca przyciąga czytelnika, co w konsekwencji powoduje, że odbiorca pragnie krok w krok podążać za poetą do celu wiersza. Jacek Dudek w swoich utworach przekazuje rzeczy ważne, nurtujące współczesnego człowieka. Chce zwrócić uwagę na istniejący nieład i ma nadzieję poskładać rozrzucone cząstki w jedną, niemal idealną całość.
Spotkanie autorskie, które poprowadziła Danuta Dąbrowska-Obrodzka, kierownik Filii nr 16, odbywało się w atmosferze nostalgii malarskiej.



Licznie zebrani słuchacze przeżyli w tym dniu prawdziwą duchową ucztę, zwłaszcza że autor promował swój pierwszy tomik poezji pt. Ryba. Każda „łuska wiersza” to opis prowadzenia pędzla i pióra po rozbielonej fakturze, którą twórca próbuje nazwać kolorami kształtów, form i przestrzeni. O wierszach zamieszczonych w tomiku Jacka opowiedział wszystkim zainteresowanym autor wstępu - Jerzy Obrodzki.



Tuż po spotkaniu każdy uczestnik otrzymał z rąk poety tomik wraz z dedykacją, by pamięci naszej i tej ulotnej chwili dodać pamiątkowego wymiaru.
Po tej słownej metaforycznej uczcie szybkie przemeblowanie i już Salonik Artystyczny przygotowany do cyklicznego spotkania „Barw”.



Na początek rozmowa o poezji Stanisława Barańczka. Recenzję do tomu poezji Barańczaka napisał Grzegorz Derner.

Stanisław Barańczak Wiersze zebrane. Wydawnictwo a5. Kraków 2006.

"Sporą radość wywołała u mnie ta książka. Bo ileż to już lat upłynęło od ukazania się ostatniego tomu poezji Stanisława Barańczaka? Chirurgiczna precyzja wydana w 1988, rok wcześniej Wybór wierszy i przekładów, a w 1990 159 wierszy - chyba najbardziej znana książka Barańczaka-poety. Teraz trzymam przed sobą książkę - pomnik, Wiersze zebrane, czyli całość twórczości poetyckiej autora w jedny
m tomie. I nie tylko! Dostajemy także przekłady wierszy, zawarte w jego tomach poetyckich oraz, w aneksie, tekst programowy. Parę przypuszczeń na temat poezji współczesnej. Jeśli i to by jeszcze komuś nie wystarczyło, całość wieńczy Tablica z Macondo, wspaniały esej dotyczący poezji tablic rejestracyjnych! Tak! Jest bowiem Barańczak osobą z poczuciem humoru, ale starającą się jednocześnie traktować tenże swój humor poważnie, wręcz naukowo: "Przez swoją zwięzłość, tablica rejestracyjna jest emblematem wiersza lirycznego: chodzi w niej o to samo, o sztukę zmieszczenia maksimum znaczeń w ograniczonej liczbie znaków". Już samo to zdanie dostatecznie zachęca do sięgnięcia po Wiersze zebrane, we wszystkich bowiem rolach, czy to poety, tłumacza, czy eseisty ujawnia się w pełni erudycja i talent autora Widokówki z tego świata.

Jeśli ktoś nie zna Barańczaka-poety, może czerpać do woli natchnienie z takich wierszy jak Protokół, Wypełnić czytelnym pismem, Daję ci słowo, że nie ma mowy z pierwszych tomów, jeszcze z lat
siedemdziesiątych XX stulecia. To poezja nieufności, oskarżenia i obnażenia chorej rzeczywistości PRL-u, także tej objawiającej się w tzw. nowomowie polityczno-propagandowej. To także przykład poezji lingwistycznej, demistyfikacji języka, próba pokazania jego prawdziwego oblicza, ukrytego pod stosami bełkotu gazet i innych mediów... Zwieńczeniem tych dokonań jest niewątpliwie, przejmujący dreszczem (przestrachu, obrzydzenia... sam nie wiem czego jeszcze...) tom Tryptyk z betonu, zmęczenia i śniegu, pisany w latach 1979-81.

Pozbawiony pracy i objęty zakazem publikacji decyduje Barańczak o wyjeździe do USA. Wiersze z lat osiemdziesiątych, z tomów Atlantyda i Widokówka z tego świata zadziwiają przenikliwością obserwacji zarówno rzeczywistości krajowej - wiersz Przywracanie porządku jest powszechnie uważany za jeden z
niewielu tak wysokich artystycznie przekazów o stanie wojennym w Polsce, jak i "Nowego świata”, „narodu, któremu się lepiej powiodło” i który za nic nie może zrozumieć tego, co dzieje się (działo się) w Polsce.
Największe jednak wrażenie wywarło na mnie zderzenie tych omówionych tu pokrótc
e tomów wierszy z jego najnowszymi utworami, zawartymi w książkach Podróż zimowa i Chirurgiczna precyzja. Wrażenie tym większe, że nie jest mi obca twórczość Barańczaka-tłumacza, Barańczaka-twórcy Małego, lecz maksymalistycznego manifestu translatologicznego..., w którym, nie bez dawki charakterystycznego dlań poczucia humoru tłumaczy się z tego, że tłumaczy się wiersze również w celu wytłumaczenia innym tłumaczom, „iż dla większości tłumaczeń wierszy nie ma wytłumaczenia”.

Oto ten fenomenalny tłumacz, którego zasługi stawiane są w jednym rzędzie ze Słomczyńskim czy Boyem-Żeleńskim, tworzy swoje wiersze na obraz i podobieństwo swoich przekładów. Nasyca poezję językiem swoich ulubionych pisarzy anglojęzycznych - Emily Dickinson, Johna Donne'a czy Roberta Frosta. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z plagiatem, to raczej wyraz konsekwencji wymagający od siebie (i od innych) perfekcji w tłumaczeniach, wymaga jej także we własnej poezji. Rytm, rym, wersyfikacja, cała rama formalna nie jest pozostawiona samej sobie, tworzy treść i znaczenie wiersza na równych prawach co porównania, metafory czy tak lubiane przez autora przerzutnie. Nie sposób przegapić głębokiej mądrości tych wierszy. Dajmy na to pierwszy z brzegu przykład: „Prosty człowiek mógłby do licha zdecydować się wreszcie, kim jest. Skarbnicą moralnej prawdy, czy skarbonką marnej pazerności? sienno-pszennym oddechem Natury? Odorem braku kąpieli?”, a w zakończeniu przewrotne, ale tym bardziej prawdziwe podsumowanie: „każdy człowiek w każdej sekundzie decydować musi, kim jest.”

Nieco paradoksalnie więc Barańczak, który zaczynał jako poeta-krytyk języka i społecznego porządku, stał się Parnasistą końca XX wieku, wirtuozem poetyckiej formy. Ale czyż nie był nim zawsze? Oto po prostu perfekcjonista (profesjonalista?) w każdym calu, we wszystkim, czego się podejmo
wał! Jest także, niestety, owo magnum opus powodem mojego smutku. Jakże to, więc to już koniec? Nie będzie więcej poezji Stanisława Barańczaka? Czy to już naprawdę wszystkie Wiersze zebrane i już nie zbierze się nic ponad to? Czy tą książką poeta żegna się z nami, wiernymi wielbicielami jego twórczości? Pozostaje głęboka nadzieja, że nie! Aby ją podtrzymać, tym bardziej zachęcam do sięgnięcia po jego dzieła..."

Po konstruktywnej dyskusji i dywagacjach na temat poezji Stanisława Barańczaka rozpoczął się Turniej Jednego Wiersza. Każdy uczestnik z drżącym sercem i głosem dwukrotnie przeczytał swój tekst. Jak zwykle - na początek głosowanie i wybieramy „Wiersz miesiąca”. Po przeliczeniu wszystkich punktów nagrodę przyznano utworowi Marcina Rokosza. (Marcin Rokosz do Rudy Śląskiej przyjeżdża z Cieszyna). Ucieszony i szczęśliwy laureat odebrał nagrodę i dyplom z rąk Jerzego Obrodzkiego - prezesa KL „Barwy”. Gromkie brawa od pozostałych i zdjęcie na pamiątkę – do rodzinnego albumu i kroniki DKK.



Wszelkie formalności związane z honorami dopełnione – pora na Warsztaty Literackie. A to oznacza „formalne i niedyskretne trącanie się po słowach”, które jest o wiele bardziej bolesne aniżeli przysłowiowe „kopanie po kostkach”. Maleńki łyczek kawy, jedno ciasteczko i dalej z niezwykłą szczerością kontynuacja uwag pod adresem analizowanego w danym momencie wiersza. Trwa analiza i doszukiwanie się najmniejszego potknięcia, niespójności czy też niekonsekwencji. Od czasu do czasu "barwowicze" nie szczędzą sobie pochwał. Jednak i tak trzeba mieć nie lada odporność psychiczną, aby móc znieść te uporczywe dopełniane formalności. Na tym to polega. Ale to przecież takie normalne, że jeden wiersz wzbudza w czytelniku rozrzewnienie, inny kontemplację, a jeszcze inny zdenerwowanie. Dlatego ten szeroki wachlarz intymnego odbioru jest rozłożony do granic wytrzymałości. A jak już wszyscy rozpaleni i rozgestykulowani z zaschniętymi od argumentów gardłami schłodzą się szklanką zimnej wody mineralnej, która w tym czerwcowym upale działa jak balsam i - jeden drugiego - tym rozłożonym wachlarzem…, to okazuje się, że już nieuchronnie zbliża się godzina powrotu do codzienności. Codzienności argumentowanej nieco inaczej, niż w "Barwach". Bo w życiu nie wszystko, co w myślach, to na ustach.

Jednak w "Barwach" nie jest tak źle, Józef L. na osłodę dzisiejszego wieczoru poczęstował wszystkich pysznym tortem, który na jego prośbę ceremonialnie wniosła Danka. Z jakiej to okazji zapytała? -Mirka P.



Z każdej - odpowiedział jej promienny uśmiech Józefa L.



(nadesłała: Danuta Dąbrowska-Obrodzka - moderator DKK w Rudzie Śląskiej)

poniedziałek, 28 lipca 2008

Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Będzinie - spotkanie DKK 19 czerwca 2008 r.

***
Na plaży Chesil Iana McEwana - książka o niewykorzystanych szansach, niespełnionych marzeniach


Ostatnie przedwakacyjne spotkanie Dyskusyjne Klubu Książki poświecono najnowszej powieści Iana McEwana Na plaży Chesil. Mająca swą angielska premierę w ubiegłym roku, nominowana do nagrody Bookera książka, jest subtelną opowieścią o nocy poślubnej u progu rewolucji seksualnej. O tym, ile w życiu znaczą niewypowiedziane słowa i nieuczynione gesty. Niemożność pokonania barier, nieumiejętność rozmowy o wspólnych problemach, doprowadzą do dramatu...

"Anglia 1962 roku. Moment przed dokonaniem rewolucji seksualnej, czas kiedy jeszcze ludzie nie potrafili swobodnie rozmawiać o seksie. Dwoje bohaterów, Florence i Edward, będąc na początku podróży poślubnej, muszą najpierw przejść przez pierwszą, wspólnie spędzoną noc. Brak porozumienia i nieumiejętność rozmawiania o "tych sprawach" stają się brzemienne w skutkach. A pomyśleć tylko, że już niebawem, napływająca swoboda seksualna, mogłaby zupełnie zmienić życie bohaterów. Edward i Florence są wykształconymi ludźmi, którzy żyją pod znakiem konwenansu. Nadszedł jednak czas, kiedy musieli zostać ze sobą sam na sam i wtedy przekonali się, iż po zdjęciu społecznego kostiumu nie pozostaje im nic, co mogliby sobie zaoferować" (za: www.klub_litera.pl).




(źródło: serwis MiPBP w Będzinie - serwis DKK)

Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Będzinie - spotkanie DKK 14 maja 2008 r.

***

Andrzej Stasiuk DOJCZLAND

Osnowa fabularna tej książeczki - śmiesznej, a zarazem melancholijnej - jest prosta: od kilkunastu lat Andrzej Stasiuk jako pisarz odbywa tury objazdowe po krajach niemieckojęzycznych. Czyta, odpowiada na pytania, wraca do hotelu, rano wsiada w pociąg, idzie na spotkanie, czyta, odpowiada na pytania, wraca do hotelu...




(źródło: serwis MiPBP w Będzinie - serwis DKK)

Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Będzinie - spotkanie DKK 16 kwietnia 2008 r.

***
W Dyskusyjnym Klubie Książki rozmawialiśmy o książce Johna Banville'a Morze. Główny bohater powieści - Max Morden - wkracza w wiek starczy i nie wzbrania się przed tym. Zdaje sobie sprawę z tego, że czeka go samotność, gdyż właśnie pochował żonę. Po jej śmierci Morden przyjeżdża do miasteczka Ballyless, mitycznej krainy swojego dzieciństwa. Tam rozpoczyna swoją opowieść, w której historia choroby żony przeplata się ze wspomnieniami z lat młodzieńczych. Dwa plany przenikające się w tej powieści stanowią zapis dochodzenia do samoświadomości, do pogodzenia się z utratą, stanowią rekonstrukcję przebiegu życia, a jednocześnie stają się terapią człowieka, który zbliża się do kresu.

"Morze" to powieść, która nie dostarcza łatwych i łagodnych wzruszeń. Natomiast zmusza czytelnika do refleksji nad młodością i starością, życiem i śmiercią, pierwszą miłością i tą ostatnią. Warto ją przeczytać, gdyż pozostawia pewien niedosyt. Mimo szczerość główny bohater nie odpowiada całej historii, lecz skrywa głęboko jeszcze jakieś tajemnice, nie tylko przed czytelnikami, ale i przed samym sobą.

(źródło: serwis MiPBP w Będzinie - serwis DKK)