wtorek, 28 kwietnia 2009

Klub SQUAD LITER w Katowicach, 26 kwietnia 2009 r.

***
Dyskusyjny Klub Książki
SQUAD LITER
Katowice

Spotkanie piąte - 26 kwietnia 2009 r.

Traktat o łuskaniu fasoli
Wiesław Myśliwski


Pierwsze pytanie, które padło: z kim rozmawia bohater Myśliwskiego? Nie mistrz z niego Polikarp, a chyba ze śmiercią dialoguje, spowiada się z życia tuż przed odejściem.

Motyw spowiedzi powracał w rozmowie wielokrotnie, nie tylko tej przed Bogiem i samym sobą, ale zgodnie ze stwierdzeniem jednego z bohaterów traktatu: „Ojcowie powinni się przed synami spowiadać, jeśli pamięć ma trwać”.

Zmierzch oralności? Opowiadania? Ojcowie przed nami milczą, a rodzinne historie nie mają ciągłości.

Grzegorz, który nie mógł być obecny na spotkaniu, zostawił nam pytanie: „czy ktoś nie odniósł wrażenia, że to książka dla ludzi dojrzałych?” "Niby tak" - zgodziliśmy się chórem, a jednak większość z nas jest dopiero przed trzydziestką. Lektura więc była dla nas portretem pokolenia dziadków i rodziców, portretem przeraźliwie smutnym... Potwornym w detalach komunistycznej rzeczywistości. Uff... dobrze, że to już nie nasza codzienność.

Nie Polikarp, nie Platon, a jednak uwiódł większość swoją filozofią i myślą. Rozważaliśmy, czy jest jeszcze gdzieś w Polsce ktoś taki, kto w prostych słowach potrafi mówić o rzeczach wielkich? Gdzie można spotkać człowieka podobnego? Wydaje się, że świata z łuskaniem fasoli już nie ma, tak jak nie ma już wsi z filmów Kolskiego.

Do literackiego traktatu dodaliśmy odrobinę ludowości, w wydaniu dalekim od Cepelii – racząc się płytami Kapeli ze wsi Warszawa (albumy: Infinity 2009, Wykorzenienie 2005, Wiosna Ludu 2002). W spotkaniu udział wzięło 5 osób: Ola, Kasia, Jan, Michał, Krzyś oraz mały Maciek w roli klubowego statysty oraz nasze dwa koty: Pesto i Bazylia.

P.S. Pesto optował, by na kolejnym spotkaniu czytać O pięknie Zadie Smith, ale został przegłosowany na rzecz Możliwości wyspy Houellebecqa.

nadesłała: Aleksandra Czapla-Oslislo - moderator Klubu "SQUAD LITER" w Katowicach

wtorek, 21 kwietnia 2009

Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy w Łazach - spotkanie DKK, 26 marca 2009 r.

***
XII spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki
w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Łazy


Monika Szwaja
Jestem nudziarą



26. marca spotkałyśmy się po raz kolejny, aby tym razem omawiać książkę Moniki Szwai Jestem nudziarą. Na wstępie przedstawiłam klubowiczkom najciekawsze dzieje z życia autorki, które było barwne, ciekawe i, jak się okazało, epizody z niego wzięte zostały wykorzystane w kanwie omawianej powieści.


Bohaterka książki to trzydziestoletnia kobieta z humanistycznym wykształceniem, pracująca na uczelni, z której została zwolniona po incydencie z dziekanem (dostał w twarz w wyniku zbyt natarczywych i niewybrednych zalotów). Podejmuje więc pracę w liceum jako polonistka, gdzie dzięki swej bezpośredniości i szacunku do uczniów zaskarbia sobie ich sympatię.


Do tej pory w życiu Agaty nie ma stałego mężczyzny, tylko dwie szalone przyjaciółki, a ona sama uważa się za nudziarę nieprzystosowaną do życia w obecnych czasach. Jednak zmiana pracy powoduje również duże zmiany w życiu bohaterki. Poznaje nowych ludzi, przeżywa nowe rozterki, nowe miłości.


Książka jest przepełniona humorem, przyjemnie się ją czyta. Bohaterka wzbudziła sympatię wśród klubowiczek, tym bardziej, że są wśród nas dwie emerytowane nauczycielki. Lektura nudziary skłoniła je do refleksji i porównań ze swoimi doświadczeniami, którymi się z nami podzieliły.

Halina Kudela - moderator DKK, Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Łazy

piątek, 10 kwietnia 2009

Miejska Biblioteka Publiczna w Rudzie Śląskiej - DKK "Dialog" 20 marca 2009 r.

***
Dyskusyjny Klub Książki "Dialog"
Salonik Artystyczny Filii nr 16
Miejskiej Biblioteki Publicznej
w Rudzie Śląskiej


20 marca 2009 r.

Doris Lessing
Piąte dziecko


20 marca godz. 18.00.
Z Saloniku Artystycznego Filii nr 16 udałyśmy się do Anglii, do domu Harriet i Dawida. Pojechałyśmy tak bez zapowiedzi, mając jednocześnie nadzieję, że w tak ogromnym domu i dla nas znajdzie się miejsce.

Do Anglii zaprosiła nas Doris Lessing. W długą podróż wyruszyły jedynie kobiety. Mężczyźni pozostali w pracy. Trudno. Poradzimy sobie.


Doris Lessing od miesiąca opowiadała nam o pewnej angielskiej rodzinie, jakby miała zamysł zebrania nas przy jednym stole, by sprowokować do dyskusji i podjęcia decyzji o wyjeździe.

W progu domu Harriet i Dawida czekała na cały nasz dyskusyjny klub.

A my wracając z lutowego pobytu „nad rozlewiskiem” byłyśmy świadome, że wypatruje nas Doris Lessing i Piąte dziecko. Nie przerażała nas opieka nad chłopcem. Jednakże dzień po dniu zagłębiając się w codzienność bohaterów – domowników, byłyśmy coraz bardziej zatrwożone. To było niesamowite Piąte dziecko. Każda z nas samotnie mierząc się z problemem rodziny z niecierpliwością oczekiwała na ten nasz trzeci piątek miesiąca. A na spotkaniu będzie możliwość przedyskutowania dzień po dniu (karta po karcie) wszystkich kwestii, które nękały nas w trakcie odwiedzin (czytania książki) i pchały ku polemice.


Wreszcie nadeszła godzina, by podzielić się uczuciami. Jak już wspomniałam, panowie w pracy. Trudny temat – lepiej będzie, jeśli tak ważne sprawy rozwiążą kobiety: Jadwiga Chirowska, Zofia Sznura, Ewa Smolorz, Maria Sroka, Barbara Gwóźdź, Krystyna Kościelny, Marta Izydorczyk, Jolanta Obłąk. Z niecierpliwością czekałyśmy z Ewą Wesołek na gości. Wszystko przygotowane. Świeca zapalona. Gorące napoje chwalą się zapachem i oczywiście stół ugina się od słodkości. Ten słodki przerywnik potrzebny jest dla równowagi uczuć.

Gościmy się - niemal tak samo jak w domu Harriet i Dawida. Na stole jest wszystko, a w powietrzu krążą problemy i tylko czekać, aż z wielkim hukiem spadną na zimną posadzkę. Rozprysną się w drobny mak jak niechcący stłuczony kryształ. A tych odłamków nie sposób już scalić, a zamieść i wyrzucić – żal. Co zatem zrobić? Któż to wie?

Dobrze, że na stole jest rzeźba sowy, to ona stoi na straży intelektu i z całą pewnością doda rozmowie prawdziwie mądrego wyrazu.

Na początek pada pytanie zasadnicze: Czy uda się pomóc Harriet i Dawidowi?

Ale dopóki nie zmierzymy się z przeciwnościami losu, dopóty nie poznamy odpowiedzi na to pytanie.

Jeżeli nie sprawdzamy swoich sił w tej trudnej walce, nie posuniemy się nawet o krok w naszej alternatywnej literackiej rzeczywistości. Czy uda się? Tego nie wiem, ale posłuchajcie, jaka była nasza dyskusja.


Doris Lessing autorka powieści pt. Piąte dziecko dała nam twardy orzech do zgryzienia. Zęby można sobie połamać na odrobinie rodzinnej łupiny, a i owoc piąty okazał się zbyt twardy i gorzki.

Harriet i Dawid – dwoje młodych ludzi, którzy ciągnęli do siebie jak przysłowiowy magnez, snuli plany wspólnego życia i próbowali realizować marzenia. Pragnęli założyć rodzinę – duży dom i mnóstwo dzieci – może sześcioro? Może ośmioro? Mieli własny wyidealizowany pomysł na szczęście. Realizacja pomysłu przebiegała dość pomyślnie. Jest już dom (bardzo duży dom), w nim rodzą się dzieci. To takie normalne. Ale czytelnikowi nasuwają się pytania: Czy na to wszystko mieli pieniądze? Owszem - mieli! Czy zarabiali tak dobrze, by móc swoim narodzonym dzieciom i tym zaplanowanym zapewnić godziwe warunki życia i dobre wykształcenie? Odpowiedź brzmi jednoznacznie. Nie!

W ich szlachetnym i godnym naśladowania pomyśle w naszej ocenie nie było stuprocentowego rozsądku i roztropności. W miarę upływu czasu, bez skrupułów przyjmowali czeki od bogatego ojca Dawida i mieli kolejny cel – czyli kolejne dziecko.

Pomimo, że większa część rodziny nie pochwalała tych planów, które były snute w przeliczeniu na liczbę dzieci, chętnie bawiła w domu Harriet i Dawida, korzystając z ich wielkiej gościnności. Młodzi małżonkowie mimo wszystko byli przekonani, że to jedyny sposób i sens wymarzonego szczęścia. A oni postanowili być szczęśliwi. Wszystko układało się po ich myśli. Harriet chodziła w kolejnej i kolejnej ciąży, jej matka pomagała rodzinie do utraty tchu. Ale to było normalne.

Jednakże kolejna piąta ciąża Harriet od samego początku była inna. O wiele trudniejsza od poprzednich. Przetrwała ją w bólach i w bólach urodziła Bena – to było "Piąte dziecko". I nad Benem pochyliła swoje pióro Doris Lessing.


Po zapoznaniu się z rodzinną historią zastanawiałyśmy się nad bezwarunkową miłością matki do piątego, jakże innego dziecka. Padło pytanie, dlaczego to dziecko nie zostało odpowiednio zdiagnozowane, mając na uwadze, że to końcówka dwudziestego wieku, a nie średniowiecze. Debata toczyła się wokół pomysłu na życie dwojga młodych ludzi i ich - niestety, ale egoizmie. Zachowanie całej rodziny prowokowało do najróżniejszych i ocen, i dywagacji. Próba zrozumienia postępowania Dawida okazała się ciekawym tematem rozważań. Oczywiście, zastanawiałyśmy się głęboko nad Benem. Ale przede wszystkim nasze myśli wędrowały wokół Harriet. To ona, jako matka, żona, córka, synowa była podmiotem naszych dyskusji.

Ciekawiło nas także, co miała na myśli Doris Lessing pisząc tę niesamowitą powieść? Na co chciała zwrócić szczególną uwagę czytelnikowi?

Dyskusja była niezwykła. Zaciskały się i wiązały wątki powieści, dygresje, życiowe doświadczenia i spostrzeżenia. Rozpatrywałyśmy kategorie realności, symboliki, a także możliwości urodzenia się takiego dziecka. To, że klubowiczki reprezentują różne zawody, wzbogaciło naszą rozmowę i to zarówno z punktu widzenia wiedzy, jak i osobistego doświadczenia. Dyskusja toczyła się biegunami psychologii, medycyny, aż po horyzont fizyczności.

Trudny temat. Kto jeszcze tej książki nie przeczytał, to zachęcamy. Tam rozgrywa się dramat wielu osób. Być może po przeczytaniu i Wy uznacie, że wielowątkowa dyskusja jest wskazana. Ciekawe, co powiecie o Benie? Czy rzeczywiście był z innej planety, a może z przeszłości? Czy pomyślicie, tak jak Dawid, że na rodzinę spadła jakaś kara, ponieważ oboje z Harriet u progu swojego wspólnego życia, założyli, że będą szczęśliwi.

Na zakończenie tych dywagacji oczywiście nasuwały się wnioski, które i tak pozostały pytaniami.

Czy to wszystko dzieje się wokół nas?
Czy ta historia może zdarzyć się w każdej rodzinie?
A może jest to wołanie o tolerancję i akceptację odmienności?

Mnóstwo pytań. Brak jednoznacznych odpowiedzi.

I z różnymi dylematami, bez przypieczętowanych recept i reguł w zamyśleniu postanowiłyśmy opuścić Anglię. Poznałyśmy historię rodziny. Podałyśmy Harriet rękę na pożegnanie. Ona wie, że my matki rozumiemy jej miłość, lęk i osamotnienie. Po naszym wyjeździe Harriet została sam na sam z problemami.

Nam już się wyżaliła. I Wy odwiedźcie Harriet. Z całą pewnością Wasza wizyta pomoże jej uporać się z kolejnym dylematem życia.

A my klubowiczki z "Dialogu" po opuszczeniu Anglii udamy się do Chin.


Daleka podróż. Ale co tam. My kobiety o pełnych piersiach i obfitych biodrach mamy dość sił, aby poznać bohaterów powieści o tak kobiecym tytule.

A jak będzie w Chinach?
Któż to wie?
Opowiemy po powrocie.

Spotykamy się 17 kwietnia o godzinie 18.00 w Saloniku Artystycznym Filii nr 16. Zapraszam do rozmowy o książce Mo Yan pt. Obfite piersi, pełne biodra.

Danuta Dąbrowska-Obrodzka, moderator DKK w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Rudzie Śląskiej

wtorek, 31 marca 2009

Miejska Biblioteka Publiczna w Katowicach - DKK w Filii nr 3, 27 marca 2009 r.

***
Miejska Biblioteka Publiczna w Katowicach

Dyskusyjny Klub Książki w Filii nr 3

spotkanie w dniu 27 marca 2009 r.

PAOLO COELHO
Czarownica z Portobello


Kolejny tytuł ulubionego przez wielu pisarza (nasza klubowiczka Dominika jest jego fanką). Fabuła powieści skupia się wokół postaci Shirin Khalil, nazywającej siebie Ateną, charyzmatycznej kobiety, która miała przygotować świat na odrodzenie się kultu Wielkiej Matki.

Wyjątkowo byliśmy zgodni co do tego, że książka zmusiła nas do myślenia i zastanowienia się nad sensem istnienia. Rozbudziła naszą wyobraźnię do tego stopnia, że mieliśmy ochotę zatańczyć tak jak Atena, czy Shirin, czy Hagia Sofia. Zabrakło tylko odpowiedniej oprawy muzycznej i... odwagi.
Zgodziliśmy się też z Coelho, że medytacja jest drogą do samodoskonalenia. Bohaterka naszej lektury osiągnęła najwyższy jej stopień. Wielki Mistrz Kaligrafii Nabil Alaihi nauczył ją dostrzegać sens w białych odstępach między słowami. Tak mówił: "Pisanie nie polega jedynie na wyrażaniu myśli, to także głęboka zaduma nad wymową każdego słowa".

Hm.. któż z nas zwraca uwagę na to, jak pisze? Szybko, nieczytelnie, byle jak... A tymczasem według Mistrza "Dłoń, która kreśli kolejne wersy, przekazuje to, co kryje się w duszy piszącego". Stwierdziliśmy, że w takim razie lepiej w niektóre duszyczki nie zaglądać... Mnie samą, wstyd się przyznać, trudno odczytać.

Wielką pasją Ateny był taniec. Kiedy poruszała się w rytm muzyki, wkładała w to całą duszę, hipnotyzując widzów. Ludzie patrząc na nią zapadali w dziwny trans, po którym ich życie diametralnie się zmieniało. Zmieniali się i oni sami, gdyż – jak twierdził Pavel Podbielski (polski akcent w tej książce), właściciel mieszkania wynajmowanego przez Atenę – "podczas każdego tańca, któremu oddajemy się z radością, umysł traci swoją zdolność kontroli, a ciałem zaczyna kierować serce".

Coelho pisząc o sprawach trudnych – o tożsamości, o szukaniu swoich korzeni w czasach globalizacji, szukaniu Boga w erze New Age – używa bardzo prostego, przystępnego języka. Być może dlatego książkę tę czyta się z przyjemnością i ze zrozumieniem, mimo iż wiele myśli zawartych w niej wydaje się być zbytnio wydumanymi.

Czy książkę polecamy?
Większością głosów klubowiczów – TAK.

Spotkanie zakończyliśmy odczytaniem paru "złotych mądrości". Jedna z nich szczególnie przypadła nam do serca: "Ile dasz, tyle otrzymasz, czasem z najbardziej niespodziewanej strony". Dotyczy to zapewne i tych dobrych, i tych złych uczynków... Od nas samych zależy, co chcemy dostać z powrotem... czyż nie?

Joanna Misielak – koordynatorka DKK w Filii nr 3 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Katowicach

niedziela, 29 marca 2009

Miejska Biblioteka Publiczna w Rudzie Śląskiej - DKK "Barwy" 6 marca 2009 r.

***
Dyskusyjny Klub Książki
Klub Literacki "Barwy"

Salonik Artystyczny Filii nr 16
Miejskiej Biblioteki Publicznej
w Rudzie Śląskiej

W programie:
1. godz. 17.30 Spotkanie autorskie z Konradem Małkiem
2. godz. 18.00 Dyskusja o poezji współczesnej
3. godz. 19.00 Turniej Jednego Wiersza
4. Warsztaty Literackie

KONRAD MAŁEK



Konrad Małek urodził się w 1957 roku. W 1980 roku ukończył Akademię Ekonomiczną w Katowicach. Od ukończenia studiów zawodowo związany jest z górnictwem. Wiersze pisze od wczesnej młodości. Jego utwory poetyckie ukazywały się na łamach Gościa Niedzielnego. Uczestniczy w spotkaniach Klubu Literackiego „Barwy” w Rudzie Śląskiej. W 2005 r. wspólnie z poetami Klubu, wydał tomik poezji pt. Ziemia Druid.

Poezja jest jego pasją literacką, tym niemniej napisał bajkę dla swych córek, w czasie, gdy jedna chodziła do przedszkola, a druga do szkoły podstawowej. Po latach, bajka pt. Podaj mi rękę, kwiatku została wydana przez Ludową Spółdzielnię Wydawniczą w Warszawie. Część pierwsza bajki ukazała się w 2007, natomiast część druga w 2008 roku. W bieżącym roku zostanie wydana następna część przygód Hani, bohaterki bajek, pt. Uśmiechy kwiatów. Autor nosi się z zamiarem wydania jeszcze jednej części, niekoniecznie ostatniej. Wszystkie ilustracje do bajek są dziełem starszej córki Ani.

Pisanie bajek jest bardzo ważne w jego życiu, natomiast poezja jest jego życiem, płynie razem z nim.

KONRAD "WALLENROD" MAŁEK


POETA - poważna stoicka twarz, na której delikatny uśmiech dodaje Konradowi męskiego uroku. Nienagannie maniery i spokój – prawie zawsze. Jeszcze ważny i nieodzowny element Konradowego wyglądu – okulary. Okulary powodują, że nasz kolega w pełni wygląda na intelektualistę.

Na spotkania Klubu literackiego "Barwy" przychodzi od wielu lat. Być może nie jest systematycznym „uczęszczaczem”, ale jak przyjdzie, to nie jest biernym odbiorcą wierszy. Przeciwnie. Jego czynny udział w Warsztatach Literackich powoduje, iż Konrada zapamiętuje każdy uczestnik spotkania. Dlaczego? Odpowiedź bardzo prosta. Konrad tonem stanowczym zabiera głos w dyskusji. Wie, co mówi. O wierszach koleżanek i kolegów wypowiada się „monologicznie”. Snuje opowieści długie, mądre i przejrzyste.

Przerwać jego wypowiedź? To nie wchodzi w grę. Konrad mówi potoczyście z maleńką tylko przerwą po każdym, wielokrotnie złożonym zdaniu. Nasz kolega ciągnie myśl swobodnie i do końca. Poeta Konrad jest na ty zarówno z encyklopedią, jak i wieloma słownikami, dlatego też w swoich wypowiedziach jest elokwentny i konkretny. W wierszach nie szuka zawiłej symboliki i przejść na skróty. Dla Konrada ogromne znaczenie ma poezja, która w swojej wymowie jest przejrzysta i czysta tematycznie.

Nie boi się metafory, której znaczenie poznaliśmy już wcześniej. Nie boi się tematów, od których stroni niejeden poeta w „Barwach”. Konrad nawet graficznie przedstawia swoje teksty w sposób szczególny. Od lat jest wierny swojemu zapisowi słów. Na białej karcie bezdusznego papieru, Konradowska myśl zamienia banalną kartkę na filozoficzną kolorystykę czerni i bieli. Nie ma drugiego Konrada.

Salonik Artystyczny. Godzina osiemnasta. Publiczność prawie w komplecie.


Za oknami marzec – niewiele słońca, ciut deszczu, okruch śniegu – zima. A w naszym artystycznym saloniku jak zwykle króluje Pani Poezja. Poetycka atmosfera naszego wnętrza nie zmienia się tak diametralnie, jak marcowa aura. Bywają tylko inne klimaty, odmienne okoliczności wzruszeń.

Konrad niecierpliwie kręci się po Saloniku. Pora rozpocząć autorski wieczór z Konradowską poezją. Koniec męczarni w poczekalni. Czekać tak na ostatni dzwonek - jak w teatrze? To trudna sztuka.

Pora wyjść na „scenę”. „Kurtyna” wznosi się ku górze. Publiczność czeka.


Zapowiadam występ naszego kolegi barwowicza: "Przed Państwem zamyślony Konrad Małek".


Opowiedziałam kilka faktów z życia Konrada. Następnie bohater wieczoru już sam na sam z publicznością dzielił się swoją twórczością. I dzisiejszego wieczoru w ogromnym skupieniu pozwoliliśmy Konradowi, by przeniósł nas w swój poetycki świat.

Rozpoczął Konrad od wierszy najstarszych, tych z lat siedemdziesiątych. Pilnie i rzetelnie przygotowany do swoich pięciu WIELKICH minut, niemal przed każdym tekstem opowiadał jego genezę. I tak nasz kolega Konrad przez lata całe raz po raz maszerował defiladowym poetyckim krokiem, to znów bunt ogromny w strofach przeżywał. Pochylał się nad liryczną wielkością tego świata. Ale też bliskim swoim miłość wyznawał.


A wszytko to w chronologiczną całość ubrane, zobrazowało słuchaczom opowieść poetyckiego życia Małka Konrada. Niezwykle ciekawy okazał się ten wierszowany życiorys poety. Tak sobie myślę, że dzięki tym autorskim spektaklom mamy nieocenioną sposobność wzajemnego, głębokiego poznawania siebie nawzajem. Każdy z nas pisze inne wiersze i to jest poetycki koloryt, i to są właśnie Barwy "Barw".

Ale żeby Konrad zrobił sobie maleńki przerywnik i na chwilę zapomniał o poezji, z wyrazami podziękowania od moderatora DKK otrzymał książkę pt. Anna In w grobowcach świata pióra Olgi Tokarczuk. Cała reszta zgodnie z planem. Zdjęcia. Oklaski. Wszystko to, co zawsze.

I przechodzimy do następnego punktu naszego programu.

Na scenie przemeblowanie przed drugim aktem. Szykujemy się do Turnieju Jednego Wiersza. Stoły ustawione. Kawa zaparzona. Pyszne ciasto Pani Małek – kusi. Jest dla oka piękne i dla podniebienia smakowite. Żona Konrada dumna ze swojej pociechy (męża), pokroiła ciasto i poczęstowała wszystkich „barwowiczów”.


Następnie prezes Jerzy nonszalanckim gestem wysłał do podpisu listę obecności. Na innej karcie wyraźnie zanotował tych, którzy wystąpią w roli głównej w drugim akcie poetyckiego spektaklu. Do turnieju przystąpili: Barbara Sładek, Barbara Janas, Konrad Małek, Marcin Rokosz i ja - Danuta Dąbrowska-Obrodzka.

Występ każdego z nas był przygotowany do perfekcji. Czytaliśmy głośno, wyraźnie i powoli. Tak na miarę naszego teatralnego talentu. Później chwila na zastanowienie i głosujemy. Wszyscy jesteśmy jurorami.

Nasi Panowie dziś hojni bardziej niż zwykle i tacy szarmanccy. Aaaaa! To tak przed świętem kobiet lekko oddali swoje głosy na teksty pisane tylko i wyłącznie kobiecym piórem. To było niemal tak samo, jakby z dumą wręczali nam symboliczne goździki z tamtych lat. Ale rzecz jasna było bardzo miłe.

Głosowanie zakończone. Okazało się, że dwie kobiety otrzymały tę samą ilość punktów. Wśród nich Basia J. i ja - Danka D.O.

Nie pozwolono wręczyć nam dwóch równorzędnych zwycięskich dyplomów. Nakazano walkę wręcz. I wyszłyśmy jeszcze raz na scenę, by zaprezentować swoje „boskie wiersze”. Pierwsza czytała Basia. Ja czytałam jako druga. Po prezentacji kolejne jawne głosowanie. I miło mi było, że ten drugi występ przyniósł rozstrzygnięcie na korzyść mojego wiersza. Wiersz otrzymał miano wiersza miesiąca, a ja z wypiekami na policzkach, zostałam laureatką zimnego marca. Otrzymałam brawa, dyplom i uścisk prezesa. To, co każdy laureat.

Zrobiono nam zdjęcie do kroniki, potomnych i rodzinnego albumu.


Rozpoczęły się Warsztaty Literackie – ten prawdziwy teatr, można poznać różnego rodzaju opinie. A na scenie jest wszystko. Rozgrywa się dramat, czasem komedia, a na deser farsa. Co kto lubi. Role podzielone zgodnie z talentem aktora. Zawsze ktoś gra na pierwszym planie, ktoś przedziera się, by wyjść przed scenę, ktoś w ciszy i skupieniu czeka na Godota.

Przesłanie mojego wiersza dotarło do większości.


Przy okazji Warsztatów była próba dyskusji o tym, jaka powinna być poezja. Temat rzeka. Zadawano pytania. Co zrobić z tym, co już było, a co należy odkryć? Jakich słów można, a jakich nie należy, broń cię panie, używać w wierszach? Czym jest banał, a czym prostota? Dyskusja o poezji współczesnej. Każdy ma swoje zdanie na ten temat. Każdy jest innym człowiekiem i po swojemu interpretuje świat.

Warto o tym rozmawiać. I „rozmawialiśmy”, było jak to w teatrze – mimika odpowiednia, gesty świadczące o zgodzie lub ignorancji przeciwnika. Intonacja głosu odpowiednia do wygłaszanej kwestii. Prawdziwy spektakl. Jedni chcą odkrywać swój nieznany świat,a inni już go częściowo odkryli. Jedni bawią się słowami, inni w głębokiej powadze układają frazy. I tak można o swoich racjach - do nieskończoności.

Ale każda sztuka ma swój koniec i kurtyna opada. No może tym razem zbyt głośno. Niektórych aktorów poniosło. Cóż. Sztuka - „względność nad względnościami”.

Już wieczór późny.

Już ciemność zapadała głęboka. Pora zejść ze sceny. Za kulisami znów będziemy zmagać się nie tylko ze swoimi - pisanymi słowami. W garderobach odkrywajmy znaczenie nowej litery, nowego wyrazu, który tworzony jest z alfabetu niezmiennego od lat. Poszukujmy wierszem. Wierszem, który z całą pewnością będzie tylko i wyłącznie osobistym wielkim odkryciem. Pomimo tego, iż podobno wszystko już było – to przewrotnie powiem, że my dopiero jesteśmy. I każdy wiersz będzie kostiumem uszytym na miarę naszego wewnętrznego ciała. Dobierzmy tylko odpowiedni kolor, w którym będzie nam pięknie.

A na deskach teatru, do którego regularnie w pierwszy piątek przychodzimy, znów z szerokim gestem wygłosimy „dzieła wielkie”. Słowa, które daj Bóg w pamięć zapadną i nagrodzone oklaskami pozostaną odkryciem naszego pióra i przetrwają „warsztatowe burze”.

* * *
wydaje się
że kiedy nie widzisz

to nie ma

próbujesz układać historie

z przedmiotów
które znasz


w jedno miejsce

zgarnięte szczegóły


palcem wmalowana

nieskończoność

szklaneczką leku
usta przecinasz


przenosisz się tam

gdzie jesteś

Danuta Dąbrowska-Obrodzka

Kolejny spektakl odbędzie się w Saloniku Artystycznym Filii nr 16 w dniu 03 kwietnia 2009 roku. Wszystkich miłośników poezji ZAPRASZAM.

Danuta Dąbrowska-Obrodzka, moderator DKK w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Rudzie Śląskiej

piątek, 20 marca 2009

Miejska Biblioteka Publiczna w Rudzie Śląskiej - DKK "Dialog" 20 lutego 2009 r.

***

Dyskusyjny Klub Książki "Dialog"
Salonik Artystyczny Filii nr 16
Miejska Biblioteka Publiczna w Rudzie Śląskiej

MAŁGORZATA KALICIŃSKA
POWROTY NAD ROZLEWISKIEM



MAZURY.
ZIMOWY WIECZÓR.
ŚNIEG ŁAGODNIE DOTYKA RZĘS.
MRÓZ POZOSTAWIA ŚLADY NA POLICZKACH.
GAŁĘZIE DRZEW PUCHEM BIAŁYM POKRYTE
W ŚWIECIE REALNYM – JAK W BAJCE.

Nad rozlewisko powracają Marta Moroń, Marta Izydorczyk, Gabriela Klamka-Szopa, Krystyna Kościelny, Jolanta Obłąk, Ewa Smolorz, Zofia Sznura.

Czekamy z Ewą na gości. Stół już zastawiony smakołykami. Gorąca kawa kusi zapachem. A to wszystko przygotowane przez dwie gospodynie Ewę Wesołek i Danutę Dąbrowską-Obrodzką. Dzisiejszy wieczór nad rozlewiskiem należy do kobiet.


Mężczyźni pozostali w lesie. Pewnie błądzą wśród zaśnieżonych ścieżkach i szukają śladów dzikiej zwierzyny – tropiciele. Na dalszy plan odstawiają babskie rozmowy i babskie sprawy.

Spotkanie nad naszym rozlewiskiem rozpoczyna się jak zwykle serdecznym powitaniem gości. Uściski wielkie, ponieważ niektóre Panie powróciły do gorących dyskusji dopiero po pewnym czasie. Załatwiały wiele życiowych spraw.

Jednakże do Saloniku Artystycznego Filii nr 16 powraca się tak samo, jak nad mazurskie rozlewisko. Również przy tym naszym stole jest nam dobrze. Wymieniamy poglądy. Głośno czytamy fragmenty książek. Rozmawiamy o życiu. Opowiadamy anegdoty. Cieszymy się i dziwimy – tak na zmianę zależnie od poruszanego tematu. Oczywiście za każdym razem przy suto zastawionym stole.


Jako gospodyni placówki cieszę się, gdy nadchodzi ten jedyny trzeci piątek miesiąca - układam stoły, krzesła, zapalam świece i czekam na wszystkich, którzy, jak co miesiąc przyjdą porozmawiać o przeczytanej książce.

Dzisiaj powieść Małgorzaty Kalicińskiej pt. Powroty nad rozlewiskiem. W pamięci mamy jeszcze Dom nad rozlewiskiem i dzisiejsza dyskusja pełna jest odniesień i porównań do pierwszej części mazurskiej trylogii. Wiemy już, dlaczego Barbara opuściła Warszawę, w której zostawiła męża, córkę i zdawać by się mogło dobre i ustabilizowane życie.

Poznałyśmy matkę Barbary - Bertę. Berta – kobieta niezwykła, której życiowa mądrość promieniowała w każdym poczynaniu. Zaradna, dbająca o dom i rodzinny klimat, pełna miłości i serdeczności. Wiemy również, że los nie szczędził Bercie przykrych doświadczeń. Ale w życiu oprócz smutku są także radości. Radością była niezwykła miłość Berty i Michała, siła tej miłości pozwoliła przezwyciężyć wszystkie plagi świata, w którym przyszło im żyć.

Bezwarunkowa miłość matki do córki Barbary również wymagała ogromnej mądrości i roztropności. Trudno było Bercie zaakceptować niektóre decyzje córki. Jednakże mimo to zawsze starała się dodać jej otuchy i wsparcia. A życie Barbary tak się przecież poplątało, że nie łatwo było rozwiązać mocno zaciśniętych życiowych supełków.

Długo dyskutowałyśmy o życiu Barbary – głównej bohaterki powieści. Starałyśmy się zrozumieć wszystkie podejmowane przez nią decyzje. Ubolewałyśmy nad ponoszonymi konsekwencjami. Młodziutka Barbara, z okaleczonym sercem, pragnęła miłości i ciepła. Dlatego też decyzja o małżeństwie z jej punktu widzenia i punktu widzenia przyszłego męża wydała się słuszna. Jednak po latach ta słuszność okazała się błędna. Wtedy to Barbara dla wielkiego uczucia postawiła życie na jedną kartę – przegrała. Wydaje się, że kochała za dwoje. Lawina tych niefortunnych zdarzeń zaczęła się od odejścia Dawida - pierwszej wielkiej miłości, miłości, której w pełni i bezgranicznie zawierzyła. Później nieudane małżeństwo i kolejne wielkie uczucie, które okazało się pomyłką. Biedna ta Barbara. Żadna z nas nie chciałaby być w jej skórze. A później jeszcze ten nieszczęsny Szymon. Cóż! Czasami desperacja powoduje działania irracjonalne.

Dopiero tuż po śmierci ukochanej matki, niejako przymuszona przez przybrane rodzeństwo do osiedlenia się nad rozlewiskiem – Barbara zaczęła szukać sensu życia.


Czytając Powroty nad rozlewiskiem jako czytelniczki byłyśmy w samym środku wydarzeń. Płakałyśmy razem z Barbarą. Odczuwałyśmy ogromną radość, gdy ona się cieszyła. Przyklaskiwałyśmy jak potrafiła być harda. Tak właściwie to spędzałyśmy nad rozlewiskiem święta Bożego Narodzenia. Piekłyśmy chleb, jeszcze wtedy - z Bertą i w makutrze ucierałyśmy ciasta. Zaprzyjaźnione z Kaśką przyglądałyśmy się jak z pasją piele ogród. Siedziałyśmy obok, gdy ukochany mężczyzna Kaśki czule głaskał ją po ręce. No może tylko ten wyjazd Barbary z Szymonem odbył się bez naszego udziału.

Jest jeszcze jedna rzecz, mianowicie nie wyobrażamy sobie siebie na tej plaży, na której tak swobodnie, tak wolni i szczęśliwi błądzili Barbara z Tomaszem. Jednak, kto to wie, co tam drzemie w człowieku? Ale do Moskwy na Wysockiego – dlaczego nie?

Zapach domu na rozlewiskiem sprawił, ze wróciłyśmy tam z największą ochotą. Cisza. Las. Woda. Zapewne nie tylko w książce te krajobrazy przypominają bajkę. Ale myślę, że jeszcze zajrzymy nad tajemnicze rozlewisko, by z kolejnymi bohaterami dzielić los. Już dziś nie możemy doczekać się kolejnej wizyty na Mazurach. Zostawimy sobie parę dni urlopu – może na wrzesień? I pojedziemy, mając za plecami świat blokowisk, śląskie barwy szarości i rozkoszując się zielenią wprowadzimy się do rzeczywistości, przedstawionej w kolejnej części powieści pióra Małgorzaty Kalicińskiej.

W takich nostalgicznych nastrojach rozchodzimy się – każda do swojego ciepłego zacisza domu, w którym codzienny rytm wypełnia nas po brzegi.


W domu czeka kolejny obowiązek. Na nasze barki nałożyła go Doris Lessing. Mamy pod opieką jej Piąte dziecko. Porozmawiamy o tych dodatkowych obowiązkach 20 marca 2009 roku. Postawimy wszystkie nasze dzieci pod troskliwym okiem ojców i spotkamy się przy ciastku i kawie o godz. 18.00. Jestem przekonana, ze znów bez reszty pochłonie nas dyskusja.

A kobiety o dzieciach rozprawiać potrafią. Oj potrafią.

motto:
„aby coś okazało się
piękne
stało się faktem

i nie dało się cofnąć”


K. Wierzyński

* * *
matka
do piersi przytula niemowlę

nie pamiętam
tej maleńkości …

ale

przecież
jestem
więc wiem
że
tak

było …

Danuta Dąbrowska-Obrodzka

Zapraszam do Saloniku Artystycznego Filii nr 16.

W marcu książka Doris Lessing pt. Piąte dziecko.

Nadesłała: Danuta Dąbrowska-Obrodzka, moderator DKK w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Rudzie Śląskiej

poniedziałek, 16 marca 2009

Klub SQUAD LITER w Katowicach, 22 lutego 2009 r.

***

Klub
SQUAD LITER
Katowice

Ryszard Kapuściński
Wojna futbolowa

22 lutego 2009 r.


Afryka? Co o niej wiemy? Na ile jest nam to obcy kontynent, obca kultura?

Rozmawialiśmy o wspomnieniach z własnych podróży (Maroko, Tunezja – rasizm, uprzedzenia religijne, poczucie obcości). Debata nad reportażem Kapuścińskiego głównie skupiła się wokół sporu o jej wartości historyczno-dokumentalne a literackie – na ile czytamy teksty sprzed kilkudziesięciu lat i Kapuściński jawi się jako filozof, antropolog, literat, poeta, a na ile korespondent – czy dla nas dziś ma to wartość faktograficzną?

Drugą część spotkania zdominował temat wojny w mediach – dziennikarskiej pogoni za okrucieństwem. Gdzie są granice uczestnictwa w ludzkiej śmierci?

W spotkaniu udział wzięło 10 osób: Agnieszka G., Aleksandra C., Anita S., Katarzyna D., Danuta M., Jan O., Łukasz K., Michał S., Dariusz D., Krzysztof K.


nadesłała: Aleksandra Czapla-Oslislo - moderator Klubu "SQUAD LITER" w Katowicach