poniedziałek, 21 września 2009

Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Zawierciu - spotkanie autorskie z Barbarą Kosmowską, 20 marca 2009 r.

***

W ramach Dyskusyjnego Klubu Książki w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Zawierciu w dniu 20 marca 2009 odbyło się spotkanie autorskie z Barbarą Kosmowską.

Pisarka w ciepłym klimacie Pałacyku Szymańskiego opowiadała swoją przygodę z pisarstwem. Nie zabrakło wiadomości o rodzinie i pracy zawodowej. Podczas dyskusji czytelnicy zadawali wiele pytań, a po spotkaniu każdy chętny otrzymał autograf pisarki.






Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Zawierciu - spotkanie autorskie z Martą Fox, 23 kwietnia 2009 r.

***
Z okazji Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich, w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki w dniu 23 kwietnia w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Zawierciu odbyło się spotkanie autorskie z Martą Fox.

W spotkaniu, które odbyło się w Filii nr 2 dla Dzieci i Młodzieży, wzięli udział uczniowie Zespołu Szkół im. X. Dunikowskiego oraz Zespołu Szkół im. H. Kołłątaja w Zawierciu.

Pisarka opowiedziała młodzieży o swojej pracy, pisaniu książek, pomysłach. Swoją pierwszą książkę Batoniki always miękkie jak deszczówka napisała specjalnie dla 13-letniej córki, która nie lubiła czytać... i tak się zaczęło. Teraz ma w dorobku ponad dwadzieścia tytułów, a już w maju ukaże się jej najnowsza książka pt.: Karolina XL. Większość z nich traktuje o problemach dorastającej młodzieży, a takie dostarcza samo życie. Podczas spotkania autorka czytała fragmenty swojej książki Kaśka Podrywaczka. Po spotkaniu autorka podpisała wszystkim chętnym swoje książki.








czwartek, 17 września 2009

Miejska Biblioteka Publiczna w Rudzie Śląskiej - DKK "Barwy" 4 września 2009 r.

***

Salonik Artystyczny Filii nr 16
Dyskusyjny Klub Książki "Barwy"

Miejskiej Biblioteki Publicznej
w Rudzie Śląskiej

4 września 2009 r.

W programie:

godz. 17.30 Spotkanie autorskie z Martą Bociek
godz. 18.00 Dyskusja o poezji współczesnej
godz. 19.00 Turniej Jednego Wiersza, Warsztaty Literackie

Marta Bociek jest z nami barwowiczami od wielu, wielu lat. Pamiętam, jak przychodziła do klubu jako licealistka. Cicha i delikatna, ze spokojem w głosie, czytała swoje młodziutkie wiersze.

Jednakże w pewnym momencie słuch o naszej Marcie zaginął. Czyżby zapomniała o wierszach? A może to codzienność i proza życia zadecydowała, że przy sprawdzaniu barwowiczowej obecności, głosu Marty nikomu nie udało się usłyszeć.

Ale po długiej nieobecności Marta Bociek wróciła do "Barw". Na spotkania przychodzi regularnie i zawsze przygotowana, to znaczy zawsze z wierszem niestandardowo „wystukanym” na komputerze. A to „wystukanie” jest osobistym i chrakterystycznym znakiem Marty.

Tematyka wierszy różnorodna. Utwory poetyckie napisane w niepowtarzalnym stylu i formie. Marta ogarnia wierszowane życie okiem kobiecym, a często matczynym wzrokiem zauważa bogactwo dziecięcego raju. Starannie dobrane słowa wzbogacają wnętrze każdego tekstu. A to powoduje, że już niejeden jej utwór otrzymał tytuł „Wiersza miesiąca”.

Ale Barta Bociek nie tylko pochyla się nad tekstem własnej roboty, równie pieczołowicie stara się także odczytać każdą zaszyfrowaną myśl koleżanki oraz kolegi po piórze. Chwali wszystko to, co zrobiło na niej pozytywne wrażenie i bez agresji w głosie i gestach mówi o wierszach, bądź pojedynczych metaforach, które w jej odczuciu są niezrozumiałe.



MARTA BOCIEK – BARWOWICZKA
ciepła i nostalgiczna
uraczy nas dzisiaj swoją poezją
zapraszamy



Miło mi przywitać gości, którzy ten dzisiejszy wieczór postanowili spędzić z poetycką rzeczywistością naszej koleżanki. Przypomnę tylko, że spotkania autorskie odbywają się w ramach prezentacji dorobku twórczego członków Klubu Literackiego "Barwy".

***

Po długiej wakacyjnej przerwie, dzisiejsza uroczystość przy poetyckim stole znów zapowiada się nostalgicznie i refleksyjnie. Toteż w Saloniku Artystycznym zapanowała błogosławiona cisza.



Marta czyta swoje teksty.

Rozpoczęła od tych dawnych, może już trochę zapomnianych.

Wszyscy wsłuchani w każdą wypowiedzianą na głos myśl, starali się chłonąć ją i zapamiętać. A myśli – wiersze błądziły nie tylko po twarzach znieruchomiałych w zasłuchaniu, ale również siadały cichutko na pejzażach zdobiących nasz Salonik.

Marta przechodziła z wiersza na wiersz – spokojnie – bez pośpiechu, jakby chciała te magiczne chwile, należące dzisiaj tylko i wyłącznie dla niej - zatrzymać.

Z rumieńcami na twarzy lekko i pięknie spacerowała swoją twórczą drogą i nagle poinformowała wszystkich, że za chwilę będzie u celu tej poetyckiej wędrówki, ponieważ przeczyta ostatni już wiersz. I przeczytała.

Nagrodzona brawami i obdarowana tomikiem poezji Ewy Lipskiej wzruszona Marta ukłoniła się publiczności.

Oczywiście nie zabrakło gratulacji i uścisków od najbliższych, a to bardzo ważne. Wzruszenie na twarzy ojca, sióstr, przyjaciół. Z dumą spoglądający na liryczną muzę mąż Bartek i równie dumny syn – lepszego zakończenia tegoż poetyckiego wystąpienia nie mogła sobie Marta wymarzyć.


Występując w roli prowadzącej podziękowałam za spotkanie, za klimat i zaprosiłam wszystkich gości do uczestnictwa w dalszej części spotkania barwowiczów.

Za chwilę dyskusja o poezji Jana Twardowskiego, następnie tradycyjny Turniej Jednego Wiersza i Warsztaty Literackie.

Przemeblujemy tylko Salonik i rozpoczynamy dalszą część tych refleksyjnych uniesień, bo już na warsztatach, czyli w tej części wzlotów i upadków, refleksyjność odejdzie na drugi plan. Wtedy na naszych twarzach będzie się rysować mina wszechwiedzącego i najlepszego literackiego krytyka.

Ale teraz na poważnie - dyskusja.

Polski Rok
Jana Twardowskiego



Dlaczego "Polski"? Jedno pytanie - wiele odpowiedzi. To rok dwunastu polskich miesięcy. To „Polski rok”, gdzie tylko tu możemy doszukać się sześciu jego pór. To również rok kalendarzowy, rok świecki. I ten Boży – liturgiczny. To „Polski rok” - świąt, zwyczajów, a także rok polskich ważnych rocznic. Ale myślę, że to również nasz „Osobisty rok”, w którym z
każdym dniem nabieramy doświadczeń zmagamy się z przeciwnościami losu, śmiejemy się wspólnie z przyjaciółmi, rodzimy dzieci, wzruszeni - płaczemy na ślubach synów i córek, bawimy się na weselach, i szlochamy nad grobami.


W tomiku poezji pt. „Polski rok”, ksiądz Jan Twardowski – teolog, poeta nie wpiera czytelnikowi teologicznych dogmatów bądź naukowych wywodów. Prowadzi czytelnika spokojnie - wiersz po wierszu z wiarą w Boga i w człowieka.


W nieszablonowy sposób opisuje pory roku i przypadające w danym okresie święta. Ten
tomik jest poetyckim kalendarzem, z którego nie wyrzucimy ani jednej karteczki z minionym dniem. Tu nie ma zakreślonych na czarno dat czy też odznaczonych na czerwono niedziel i świąt. Natomiast są dni refleksji i dni poetyckiego, nabożnego uczestniczenia w zwyczajnym życiu. W tym kalendarzu jest szczęście modlitwy i stąpanie bosą stopą po boskiej i ludzkiej ziemi.

W tym kalendarzu „biegniesz w stronę, z której nikt nie wrócił”, tu „deszcz jesienny co pada długo pomalutku / niewyspowiadany grzech naszego smutku”, tu znajdziesz „duszę stale zdumioną” i „poziomkę punktualnie zawsze w połowie czerwca”. Możesz też poprosić „Matkę Bożą abyśmy po śmierci w każdą wolną sobotę chodzili po lesie, bo niebo nie jest niebem, jeśli wyjścia nie ma.” „Polski rok” Jana Twardowskiego to tomik wierszy, w którym znalazły swoje miejsce wszystkie wydarzenia, w których Bóg, człowiek i przyroda grają pierwsze skrzypce. A taka muzyka przetrwa każdą niepogodę, najgorszą burzę i w ciszy skieruje się w stronę człowieka, który zwątpił. To utwory przepełnione myślą liryczną, z którą powędrujemy w najdalsze zakamarki duszy. Te słowa pozwolą nam odkrywać siebie, ponieważ przemawiają tak po ludzku i tak poetycko.

Weźcie proszę „Polski rok” w swoje ręce. Usiądźcie wygodnie i karta po karcie pospacerujcie po polskich miastach, i polach, i łąkach, i świętach. A kto ma potrzebę modlitwy, zapewniam, że znajdzie „jasnogórskie rysy”. Kto zatopi się w historię, zobaczy jej odbicie. Kto szuka krajobrazów, powędruje przez „lipce z koźlakami”, „pośpiewa przy ognisku” i „ze świstakiem zapadnie w sen”. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko życzyć Wam „Szczęśliwego Polskiego Roku”.

I po tych westchnieniach i uniesieniu przechodzimy do naszej codziennej prozy i poezji.

Rozpoczyna się Turniej Jednego Wiersza. Na starcie czekają już uczestnicy turnieju.

Ale to nie jest taki zwyczajny olimpijski start na setkę, na dwieście czy czterysta metrów. To nie jest bieg przez płotki bądź maraton.

To, co to jest? – zapytasz? Odpowiem! To start poetyckich zmagań ze słowem, które próbujemy ujarzmić, którym pragniemy nadać jakiś nowy i niecodzienny sens.

To jest start poetyckich dojrzałości i młodzieńczych szaleństw.
Kto we wrześniu okaże się najlepszy na słowa?

Te piękne i piękniejsze.
Te mądre i mądrzejsze.
Te wesołe i weselsze.
Te filozoficzne, które ocierają się o traktaty
i te wyznania miłosne – jakże nam potrzebne.

I zgodnie z treścią – czytamy nasze wiersze. Raz z zawieszeniem głosu, to znów solidarnie z ostro brzmiącym rytmem słów, albo z figlarnym uniesieniem szeptu. To wszystko po to, by na umownej naszej mecie osiągnąć „mistrzostwo świata”. By obdarowano nas pochwałami i aby ten
jedyny w swoim rodzaju uścisk prezesa, i ta książka na pamiątkę, i te oklaski głośno brzmiące, przypominały jak bardzo jesteśmy poetyccy – chociażby tylko od wielkiego święta.

Jednakże tak dobrze to w Barwach nie jest. Nie! Nie! Tak się nie zdarza! Uniesienie! –Owszem, ale na krótką chwilę, później odczuwasz twardy stołek na delikatnej części ciała. Z jednej strony uraczą cię gromkimi brawami, by już za moment ostudzić Cię kubłem zimnej wody - tak tylko - dla lekkiej ochłody.

Tym razem, 4 września 2009 roku, te wszystkie za i przeciw otrzymał Marcin Rokosz. To jego wiersz zdobył laur zwycięstwa.


Brawa – dyplom - książka – gratulacje – zdjęcia. To, co zawsze. Jesteśmy przyzwyczajeni, ale i tak bawimy się jak dzieci. Zawsze z takim samym zapałem i ekscytacją, jakby to było znów ten wyjątkowy i niepowtarzalny - pierwszy raz.

Po tej wielkiej uroczystości przystępujemy do znacznie mniej atrakcyjnej części widowiska na poetyckiej arenie. Teraz warsztaty.

Rozdajemy wszystko, co komu należne. Uśmiechy, pochwały, krytyczne uwagi.
I tak do (nie)znudzenia od 25 lat.

I teraz wyobraźcie sobie, że na każdym skrawku naszego ciała jest wszystko – sińce, zaczerwienienia, blizny. Lecz na szczęście pozostają jeszcze gładkie i nietknięte części naszego organizmu. Oby w przyszłości było ich jak najwięcej. Poetyckie sine – widoki, pozostają w naszych oczach, a pomysły na wiersz znów budzą się w sercach i umysłach - daj nam Panie Boże.

Bo już za miesiąc kolejny pierwszy piątek. Już dziś czekamy na ten dzień tylko nasz jedyny w swoim rodzaju. Dzień Poezji.


A PANI POEZJA PIĘKNA I W ZADUMIE, W LEKKIM UŚMIECHU
POD BRODĘ PODPARTA - MYŚLI



A ja zapraszam na kolejne spotkanie. Odbędzie się 02 października o godz. 17.30.

Salonik Artystyczny Filii nr 16 zawsze przygotowany na przyjęcie gości.
Zapraszam Was wierszem naszego prezesa Jerzego Obrodzkiego:


„BARWY”

…jest takie miejsce
gdzie zlatują się ptaki


gdzie świat nie jest określony


„stąd – dotąd”

inny sączy się czas...


na szczęście jest w środku

Człowiek
-

i to wszystko…


Jerzy Obrodzki

Do zobaczenia!
Danuta Dąbrowska-Obrodzka

piątek, 4 września 2009

Klub SQUAD LITER w Katowicach, 1 sierpnia 2009 r.

***

Dyskusyjny Klub Książki
SQUAD LITER
Katowice

1 sierpnia, sobota, godzina 11.00
Dolina Trzech Stawów

Zadie Smith
O pięknie

O pięknie? Nie. O Rembrandcie? Może w dwóch słowach. Transatlantycka saga komiczna – jak zachęcano na okładce – no fakt, jedno zdanie sprawiło nam wszystkim radość: „pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze” - dalszy komizm Zadie Smith dawkowała co 30 stron z napisanych prawie sześciuset.

Osobiście uważam, że O pięknie to najsłabsza lektura z dotychczas przeczytanych na DKK, czego konsekwencją była niezbyt burzliwa dyskusja. Przynajmniej ta dotycząca treści książki. Co ciekawe, trzy osoby z dziesięciu porzuciły świadomie lekturę i nie przeczytały do końca. Dla odmiany Michał przeczytał w oryginale i jako jeden z nielicznych uważał lekturę za udaną. Powiedział że On beauty cudnie brzmi, a każdy z bohaterów ma swój język z najróżniejszymi akcentami: londyńskim, bostońskim czy raperskim lub haitańskim brzmieniem.

Najprawdopodobniej tłumaczenie zabiło wszystko to, czym zachwycano się w Anglii i Ameryce, i za co Smith otrzymała kilka nagród. Tymczasem w Polsce po sukcesie jej debiutu Białe zęby wydawca postanowił kontynuować dobrą passę i przetłumaczono szybko O pięknie, nie zważając na to, że lektura ta pozbawiona konkretnego brzmienia traci wiele na swej wartości.

Niedogodności lektury rekompensowało nam miejsce spotkania: w piknikowym stylu, z różnymi smakołykami i pieczonym ciastem ze śliwką, które przygotowała Kasia, w rodzinnym gronie z dziećmi niektórych naszych klubowiczów.

W spotkaniu udział wzięło 10 osób:, Aleksandra C., Aleksandra B, Agnieszka G., Kasia D., Anita S., Jan O., Michał S., Krzysztof K., Łukasz K., Wojtek T. oraz mali bywalcy naszych spotkań: Maciek (który ewentualnie proponował nam lekturę ze swojego plecaka o przygodach Tomka Sawyera) i pięcioletni Krzysiu.






Aleksandra Czapla-Oslislo - moderator Klubu "SQUAD LITER" w Katowicach

czwartek, 3 września 2009

Klub SQUAD LITER w Katowicach, 7 czerwca 2009 r.

***
Dyskusyjny Klub Książki
SQUAD LITER
Katowice

Michel Houellebecq
Możliwość wyspy

Tęsknota za Bogiem i Balzakiem

Stało się.
Skandal, bo skandalista został moralistą. Chyba dawno nie czytaliśmy lektury zadeklarowanego ateisty, który tak tęskniłby za Bogiem. Jakimkolwiek. Zgodnie stwierdziliśmy, że Michel Houellebecq nie zachwycił nas swoim piórem, a szczególnie tą częścią swego działa, w której roztacza dość infantylny, futurystyczny obraz świata neoludzi stworzonych z zachowanych przez sektę ludzkich DNA.

Houellebeck tęskni też za Balzakiem (jego prywatny, literacki Bóg kreator), a tymczasem jego autorskie obserwacje rzeczywistości są dosyć powierzchowne i oczywiste – nie on pierwszy wszak dostrzega upadek obyczajów. Znamy po prostu lepszych.

Oddaliśmy honor kilku wątkom, zaledwie kilku zdaniom, kilku impresjom o relacjach damsko-męskich w wieku, o którym bohater Daniel mówi: „życie zaczyna się po pięćdziesiątce i równocześnie kończy się po czterdziestce”.

Możliwość wyspy za nami - przedyskutowaliśmy co dobre i to co złe, zjedliśmy sezonowe truskawki, wygłosiliśmy kilka inwariantów o tym, jak skończy się świat i kilka uwag o pokoleniu imprezowych swingersów. Czy myślą o Bogu rano w tramwaju...? Kto nie był ten nie wie.

Na lipiec w planach piękna lektura O pięknie. Spotykamy się 1 sierpnia.

W spotkaniu udział wzięło 9 osób:, Aleksandra C., Aleksandra B, Anita S., Danuta M., Jan O., Michał S., Krzysztof K., Łukasz K., Darek D.

– Przeczytałem „Możliwość wyspy” Houellebecqa dwa lata temu, kiedy odpoczywałem na Riwierze Francuskiej. Ta książka natychmiast mnie pochłonęła i już po kilku chwilach wiedziałem, że ten skur... potrafi pisać – tak o francuskim pisarzu mówi Iggy Pop w wywiadzie zamieszczonym na jego stronie internetowej. Bo właśnie dzieła Michela Houellebecqa zainspirowały ojca chrzestnego punka do nagrania najnowszej solowej płyty. „Preliminaires” to nie jest Pop, jakiego znacie.


Aleksandra Czapla-Oslislo - moderator Klubu "SQUAD LITER" w Katowicach

czwartek, 6 sierpnia 2009

Miejska Biblioteka Publiczna w Rudzie Śląskiej - DKK "Dialog" 19 czerwca 2009 r.

***
Dyskusyjny Klub Książki "Dialog"
Salonik Artystyczny Filii nr 16

Miejskiej Biblioteki Publicznej
w Rudzie Śląskiej

19 czerwca 2009 r.

Manuela Gretkowska
Kabaret Metafizyczny






TO TAKI KABARET

NAMIASTKA TEGO
CO PO DRUGIEJ STRONIE


A TY CZEKASZ
NA FINAŁ

NA UKŁON

NA KONIEC

KTÓRY DOPIERO ZACZYNA SIĘ PO
UPADKU KURTYNY





Zbliża się godzina 18.00. Ostatni tego dnia czytelnik z niedowierzaniem popatrzył na suto zastawiony stół, na światło świecy, na filiżanki poukładane w biało czarne. Popatrzył jak wokół stołu gromadzą się goście. Ciekawe, co tu będzie się działo?

Czytelnikowi należy się wyjaśnienie. Jest nowy. Przed chwilą zapisał się do Miejskiej Biblioteki Publicznej. Nic nie wie o Dyskusyjnym Klubie Książki. Staram się przekazać niezbędne na ten temat informacje. Słucha z zainteresowaniem. Deklaruje przyjście na następne spotkanie. Myślę sobie - świetnie.

Salonik Artystyczny przygotowany. Wszystkie krzesła ułożone wokół stołu - zajęte. Przyszła Krystyna, Jadwiga, dwie Marty, Zosia, dwie Ewy, Marysia...

...i redaktorzy naszej lokalnej prasy.


Przyszli porozmawiać nie tylko o działalności DKK, ale razem z klubowiczami zasiedli do dyskusji. Dziś Kabaret metafizyczny Manueli Gretkowskiej.

„Ucichła muzyka, przygaszono światła”.

Mała mroczna salka "Kabaretu metafizycznego" tętniła życiem artystycznych poczynań postaci pojawiających się na scenie. Publiczność, w pełnym zachwycie wpatrzona w spektakl, nie zwracała uwagi na obce twarze, które po raz pierwszy pojawiły się w kabarecie. Stali bywalcy, bez reszty oddani artystce, nawet się nie domyślili, że kątem oka są bacznie obserwowani.

A my członkowie DKK byliśmy wszędzie.

Na widowni!


Na scenie!


Za kulisami!


Każdy z nas uważnie przyglądał się, co takiego jest w tym kabarecie, o którym tak głośno w mediach. Stwierdzam z całą odpowiedzialnością, że „Kabaret metafizyczny”, stworzony przez Manuelę Gretkowską należy odwiedzić obowiązkowo, by na temat jego działalności wyrobić sobie własną opinię oraz by odpowiedzieć na kilka pytań i zabrać głos w dyskusji.

Manuela Gretkowska – skąd ją znamy? Czy tylko z literatury? Z całą pewnością nie. Przede wszystkim Manuela Gretkowska znana jest jako wielka polska feministka i założycielka „Partii kobiet”.

Dla zdecydowanej większości osób Manuela Gretkowska jest w swoich poglądach bardzo kontrowersyjna. Dla niektórych zaś niezwykle prostolinijna i odważna w wygłaszaniu tez, z którymi jedni polemizują, a inni (ci w mniejszości), tezom tym przytakują.

Czy zatem autorka dociera tylko i wyłącznie do małych grup społecznych? Czy może zdecydowana większość jej przeciwników preferuje święty spokój i nie chce odpowiadać na wszelkie prowokacje? Wiemy, że prościej jest ironicznie ustawić usta, zmrużyć oczy, machnąć ręką, przejść obok i udawać, że to wszystko nic nas nie obchodzi.

A przecież obchodzi. Więcej - to nas drażni, obraża itd. I właśnie dlatego warto porozmawiać i nie odwracać się plecami, i to często plecami do siebie samych.

Dyskutanci "Dialogu" po bacznej obserwacji (przeczytaniu) „Kabaretu metafizycznego” (z wypiekami na twarzy), nie uciekają od rozmowy i polemiki.

Po przeczytaniu 10 stron książki miałam dość. Zajrzałam do Internetu i czytałam opinie czytelników. Wszystkie negatywne i już miałam się podpisać pod tymi słowami, jednakże coś mnie powstrzymało. Hola! Hola! Jeszcze nie przeczytałaś tej książki, więc jakie masz prawo do jej negacji? Usłyszałam wewnętrzny mój głos. Przyznałam głosowi rację. Postanowiłam czytać dalej i doszukiwać się drugiego dna książki. Czy chciałam dorobić swoją filozofię? Nie wiem. Czy potrafię odpowiedzieć na postawione sobie i klubowiczom proste pytania?

Dlaczego Manuela Gretkowska szokuje?

Na co chce zwrócić uwagę czytelnika?

Jaki jest „Kabaret metafizyczny”?

Takie i inne zagadnienia nękały rozmówców. Początek naszej dyskusji to milowe skoki po wszystkich aktach kabaretowej sceny i szybkie komentarze:

Wprowadzony w tę prozę chaos – zapewne zamierzony.

Zbyt duża ilość niezrozumiałych słów, a rzadko kto dysponuje taką ilością czasu, że czyta beletrystykę z encyklopedią i słownikiem.

Religia!

Pytanie, po co opisywać religię w sposób tak dalece negatywny? A może tak właśnie miało być?

Religia – wiadomo - ten temat pobudza do dyskusji. Dyskusji żywej i to na wielu płaszczyznach. Dlatego też twórca chce nas - odbiorców literatury - zaszokować. A taki zabieg terapii szokowej uda się, pod warunkiem, że opisywaną sytuację wystarczy w dostatecznym stopniu przerysować! Wyolbrzymić! A może Manuela Gretkowska wprowadzając ten wyżej wymieniony zabieg do tematu pt. „Religia”, pyta czytelnika o jakość wiary, którą jak wiadomo deklaruje znakomita większość?

W słowach „Chwalebne pozbywanie się wszelkich potrzeb prowadzi do świętości czyli znieruchomienia” już polemizuje z czytelnikiem. Diagnozuje lenistwo w obliczu zmartwychwstania: „Wszyscy zmartwychwstaną oprócz leniuchów, którym nie będzie się chciało wstać na poranną mszę”.

Interesujący jest również dialog o życiu pośmiertnym dwóch głównych postaci kabaretu „I skończ już z tymi makabrycznymi historiami o piekle, czyśćcu i sądzie ostatecznym. Jestem pewien, że w rezultacie nie będzie ważne, czy X kradł, czy Y cudzołożył. Nie będzie żadnych scen dantejskich z tłumem postaci. Zbawiona zaś będzie wyłącznie ochra, zieleń i róż indyjski, i nikt, i nic więcej. Kropka.”

A teraz inne tematy:

Opisując chorobę babci, diagnozuje ją: „Przewlekłe skąpstwo – choroba”. Pewnie również znamy osoby (niekoniecznie babcie), które można tak właśnie zdiagnozować? I kto zaprzeczy takiej diagnozie?

Wulgaryzmy? Czy to przystoi kobiecie? Oczywiście, że nie!

A dlaczego nie? Nie ma przecież takiego podziału słów, które w męskich ustach brzmią jak brzmią i tylko przelatują przez nasze ucho, chociaż bulwersują. Natomiast wypowiedziane przez kobietę wydają się jej upadkiem po sam rynsztok.

Wulgaryzmy, jakich używa autorka, czasem adekwatnie do opisywanej sytuacji, a czasem dla samego tylko wulgaryzmu, przyznam, bulwersują. Znów nasuwa się pytanie - dlaczego?

Czy to pruderia? Czy tak bardzo boimy się (tego typu) własnych myśli - tych cichych przekleństw, które cisną się na usta, ale nie przechodzą przez delikatne kobiece gardło, wprost do aparatu mowy. Umierają, przełknięte wraz z ciężką śliną.

Wreszcie Miłość! A raczej poszukiwanie miłości. Poszukuje metafizyczna kobieta i poszukuje ziemski mężczyzna. Jaki będzie efekt tych poszukiwań? Wszystko wyjaśni się w trakcie czytania książki. „Nie mówcie mojej miłości, że umarła”. To piękne zdanie i dramatyczne w swojej konkluzji, a „Kabaret metafizyczny” to - w dużej jego części - wielki dramat.

Inna konkluzja na temat tej lektury?

Oczywiście, że po przeczytaniu tej książki jesteśmy oburzeni i prawie wściekli. Mamy wypieki, przede wszystkim na duszy, lecz na twarzy oczywiście również pojawiło się zaczerwienienie. Nie wspominając już o mimice. Mimika zdradza nasze myśli. To było widoczne w czasie rozmowy o kabarecie.

Czy zatem wspólnie podczas dyskusji udało się dyskutantom odkryć drugie dno tegoż metafizycznego tomu? Trudno powiedzieć. Jednakże wszyscy zauważyli, że książka zawiera niemało tzw. perełek filozoficznych.

Ustami bohaterów autorka wyraża ciekawą opinię o czasie: „Ostrogami czasu poganiamy życie. Nigdy nie oswoisz czasu, tej wiecznej bestii, co z pazurami skacze ci do twarzy, by wydrapać coraz głębsze zmarszczki”.

Pisze o śnie: „Sen jest konieczny z tej prostej przyczyny, że nie jest odpoczynkiem, lecz narkozą po jawie bez znieczulenia. Nie można funkcjonować całą dobę na żywca. Nie mylę się, prawda?”

Myślę, że poprzez treść przerysowanych prawd, autorka chciała, aby czytelnik zastanowił się nad problemami, które otaczają współczesnego człowieka.

Pytanie kolejne - na co Manuela Gretkowska chciała zwrócić uwagę kobietom, wprowadzając do powieści ten specyficzny i metafizyczny wątek miłosny?

A może w taki niekonwencjonalny sposób przekazuje nam, że pomimo tzw. równouprawnienia i tak my kobiety mamy głęboko zakorzenioną uległość. A w imię miłości poświęcamy wszystko. Czy to cena miłości szczęśliwej? Gretkowska pisze: „Od stóp do głowy jestem stworzona dla miłości – to cały mój świat i nic więcej się nie liczy”.

Dla kontrastu autorka przytacza filozofię miłości z męskiego punktu widzenia – „Nie można wytrzymać długo z jedną. Czasem nachodzi mnie pytanie, czy jeśli kocha się z kobietą tak długo, aż ona umrze, to jest to nekrofilia czy tylko roztargnienie”.

Pozwólcie, że to zdanie pozostawię bez komentarza.

W opinii klubowiczów znakomita jest także puenta książki. Wydaje się, że to ostatnie powiedzenie jest poglądem, który być może tłumaczy całą kabaretową zawartość poszczególnych scen.

„Koniec sztuki to nic, to sielanka metafizyczna. Naprawdę jest o wiele gorzej”.

Nic więcej już Wam nie powiem. Nie przybliżę fabuły. Nie streszczę ani jednego wątku.

Mam tylko nadzieję, że na wakacjach słońce rozświetli spracowane twarze i serca, że pobladłe od zmęczenia usta rozpromienią się w uśmiechu. A góry, morza, pola i łąki przylgną przyjaźnią do stóp. I tym samym ostatnie zdanie książki nie doczeka się spełnienia.

A we wrześniu w "Dialogu" - sielanka. Jedziemy na Mazury, a tam przeżyjemy miłość – „miłość nad rozlewiskiem”. To wszystko za sprawą Małgorzaty Kalicińskiej, autorki mazurskiej trylogii, którą przeczytamy z prawdziwą przyjemnością. Nie będziemy też ustawiać Kabaretu metafizycznego przy Miłości nad rozlewiskiem. To dwie dalece różne lektury warte i przeczytania, i przeanalizowania.

Jako moderator naszej dyskusyjnej grupy przed czerwcowym spotkaniem miałam pewne obawy, dotyczące przebiegu dyskusji. Okazało się, że niepotrzebnie. Wiadomo – jeżeli proza wzbudza w czytelniku tak skrajne emocje, to będzie o czym rozmawiać. Miałam obawy, że powiemy sobie jedno zdanie - to nie jest literatura godna polecenia i czytanie tej książki to strata cennego czasu. Na szczęście było inaczej. I chociaż ta proza nie przypadła czytelnikom do gustu, nie znaczy to, że nie było o czym rozmawiać. A było i o czym, i przy czym. Zwłaszcza że Zosia znów upiekła pyszne ciasto.


Nie przeczę, iż pomogło nam w osłodzeniu skrajnych kabaretowych chwil spędzonych z Bebą, która zakochana w ziemskiej męskiej postaci - pobrzydła. A jak wiadomo, zakochani pięknieją. Dlaczego tak się nie stało z Bebą? Przeczytajcie „Kabaret metafizyczny” Manueli Gretkowskiej.

Wszystko działo się w Paryżu, latem 1995 roku.

Z metafizycznego piękna
Powstała ziemska postać kobiety

Kabaretowy blichtr

Pozostał jeszcze
W mrocznej Sali

Męskiej wyobraźni


Miłych wakacyjnych przygód (nie tylko z książką) i lawiny tematów do przedyskutowania...
...życzą członkowie DKK "Dialog" wprost z Saloniku Artystycznego Filii nr 16 wszystkim miłośnikom literackich kabaretów i dramatów.

Wszystkiego słonecznego – Danuta Dąbrowska-Obrodzka

czwartek, 30 lipca 2009

Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy w Łazach - spotkanie DKK, 26 czerwca 2009 r.

***

XV Spotkanie DKK
w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Łazy

Ostatnie przedwakacyjne spotkanie naszego Klubu odbyło się 26 czerwca br. Omawiałyśmy na nim książkę Barbary Kosmowskiej pt. Hermańce.

Barbara Kosmowska to pisarka pisząca zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Zapamiętałyśmy ją ze spotkania autorskiego, które miało miejsce w naszej Bibliotece w marcu tego roku. Pogodna, bezpośrednia, świetnie zabawiała publiczność (w większości dziecięcą), opowiadając o swoim życiu, twórczości, bohaterach swoich książek.


Na pytanie, które powieści woli pisać: dla dzieci czy dla dorosłych, nie odpowiedziała jednoznacznie. Stwierdziła jednak, że „trudniej pisze się dla młodego czytelnika, gdyż jest on czujny i wrażliwy na fałsz”. Tematy do książek, jak sama powiedziała, są zaczerpnięte z życia, niektórzy bohaterowie jej powieści istnieją naprawdę.


Powieści Kosmowskiej dotykają niezwykle trudnych problemów, z którymi na co dzień boryka się niejedna kobieta: pierwsza miłość, kryzys w małżeństwie, choroba (Głodna Kotka, Teren prywatny, Prowincja, Gobelin). Dlatego pisarka została okrzyknięta „polską Bridget Jones”. Zresztą, tak jak bohaterki jej książek, jest wszechstronna, pisze powieści, wiersze (na razie do szuflady, jak zdradziła nam na spotkaniu), słuchowiska radiowe, współpracuje z czasopismem „Guliwer”. Jest adiunktem Akademii Pomorskiej w Słupsku i radną w Bytowie, gdzie mieszka. Uwielbia czytać (Dostojewskiego, Zoszczenkę, Manna, Myśliwskiego, Pilcha, Witkiewicza) i spotykać się ze swoimi czytelnikami. Ubolewa tylko, że zostaje jej mało czasu na pisanie.

Książka Hermańce, która była przedmiotem naszego spotkania, nie należy do gatunku powieści „lekkich do poczytania”. Zmusza do zastanowienia się nad naszą rzeczywistością i choćby dlatego warto po nią sięgnąć.


Recenzję książki napisała Elżbieta Szafruga:

Książka Barbary Kosmowskiej, to tragiczna historia „zabitej dechami” wsi, ubarwiona elementami humorystycznymi. Specjalnym efektem wzmacniającym treść jest niewybredne słownictwo, z którego nie wiemy - śmiać się czy płakać.

Nomen omen narratorem zostaje syn kamieniarza uzurpujący sobie przynależność do grona pisarzy (enigmatyczny kontakt z poetą żubrem).

Główną atrakcją wsi jest bar „Malczik”, miejsce spotkań starych i młodych oraz jaskinia najbardziej absurdalnych pomysłów. Ludzie trudnią się wyrębem lasu, zbierają jego płody, a okresowo czerpią dochody z turystyki. Do miejscowych notabli należy ksiądz Belka grzmiący z ambony, doktor Roch organizujący w swojej klinice turnusy psychiatryczne oraz leśniczy Wiśnia kierujący rozwojem turystyki. W tej nieskomplikowanej wydawałoby się zbiorowości dochodzi do licznych samobójstw, a nawet zostaje popełnione morderstwo.

Serdecznie zapraszam do przeczytania tej nietuzinkowej książki poruszającej wiele problemów, nie tylko wsi. Z lektury dowiemy się, czym są Suche Bagna, jak rodzą się idioci w Dolinie Majtek, w jaki sposób można napisać list miłosny w oparciu o cytat „spieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą”, czym zajmuje się Komitet Wdów i odpowiemy sobie na pytanie, dlaczego młodzież ucieka z tej wsi do miast.

Halina Kudela - moderator DKK w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Łazy